nagłówek

1999 r.

Przypada mi dzisiaj wielki zaszczyt, a jednocześnie spoczywa na mnie obowiązek przedstawienia Państwu pierwszego kawalera orderu „Za zacność”. Te dwie miłe sercu a zarazem niełatwe powinności wynikają z uchwały Kapituły Dnia Stałego, która, również poleciła, bym, wygłaszając tę laudację „nie zbywał, ale i nie zanudzał, mówił poważnie, a jednocześnie tak, by u zebranych wywołać uśmiech”.

Najpierw, pozwolą Państwo, kilka uwag natury historycznej.

Kapituła Dnia Stałego powstała z tego, co trwa już bardzo długo, a mianowicie ze zwyczaju spotykania się tego samego dnia tygodnia w tym domu od prawie dziewiętnastu lat. Zmieniały się miejsca i czas tych spotkań, zmieniały się nasze losy. Wiele się w ciągu tych lat wydarzyło - wygrywaliśmy i przegrywaliśmy, lecz niewielkie grono osób konsekwentnie podtrzymywało tradycję stałych spotkań, serdecznej wymiany myśli, gorących dyskusji, opowieści o naszych uczynkach i... raczenia się – o ile na to warunki pozwalały – zacnymi trunkami.

W sierpniu tego roku Janek Malicki opowiadał w tym domu o rozmowie ze znanym sowietologiem, Profesorem Michaelem Ryfkinem. Janek przekazał Profesorowi smutną wiadomość, że zmarł ich wspólny znajomy ze Lwowa – architekt, „człowiek niezwykłej zacności”, na co Michael Ryfkin odparł, że prawie się już nie spotyka zacnych ludzi i właściwie każdemu z nich należy się medal. Jeden z filarów „dnia stałego” - Andrzej Ananicz – skomentował tę kwestię krótko: „a dlaczego nie?”. I tak narodził się pomysł przyznawania tego orderu.

Kapituła powstała spontanicznie, w jej skład weszły osoby, które wiernie strzegą tradycji „jour fixe”: Zosia Ananiczowa, Haneczka Zielińska, Andrzej Ananicz, Janek Malicki, Andrzej Zieliński i moja skromna osoba.

Kapituła zadała sobie pytanie: czym jest zacność. W „Słowniku Języka Polskiego” pod redakcją Prof. Doroszewskiego zacność określa się jako wyraz wychodzący z użycia, oznaczający „prawość, szlachetność, uczciwość”. „Słownik języka polskiego” pod red. Prof. Szymczaka podaje już tylko, że „zacność (...) przestarz. rzecz. od zacny, dziś tylko we frazeologii: Zacności człowiek „człowiek bardzo zacny, szlachetny”. I to już cała definicja słownikowa znaczenia tego wyrazu. Według „nowoczesnych” Polaków „zacność”, czy „zacny człowiek” – przeszli do historii.

My jednak jesteśmy odmiennego zdania. Jakkolwiek uważa się go za „przestarzały”, w wyrazie tym tkwi opis nie tylko cech człowieka, lecz także jego czynów. Zacny to nie ten, kto raz czy dwa okazał szlachetność, zachował się godnie i uczciwie wobec bliźnich i wobec siebie. To człowiek, który te cechy skupia i urzeczywistnia każdego dnia. To człowiek, dla którego tradycyjne wartości, takie jak uczciwość, czystość sumienia, wyrozumiałość, tolerancja, rzetelność i przyzwoitość, są nierozłącznie wplecione w jego egzystencję i działanie. Niekiedy zacność kojarzyć się może z naiwnością, jednakże skojarzenie takie wywołuje zapewne otaczający nas świat, w którym „zacni” stają się „odchodzącym gatunkiem”. Osobiście sądzę, że zacny stara się postępować i żyje tak, „by później nie musieć nikogo prosić o wybaczenie”.

Zdawało by się, że tak rozumiane pojęcie zacności sprawi członkom Kapituły nie lada kłopot przy wyborze pierwszego kawalera orderu. Otóż nie, ten „odchodzący gatunek” okazał się być całkiem blisko. Kiedy zadawaliśmy sobie pytanie, kto żyje zacnie, natychmiast, wręcz intuicyjnie, nasuwała się nam odpowiedź: Iwanczo Gyłybow.

Iwanczo, którego mieliśmy szczęście poznać w połowie lat osiemdziesiątych, zarówno w pracy, kiedy budował kontakty pomiędzy polskim i bułgarskim ruchem demokratycznym i miał swój niezaprzeczalny udział w wydawaniu „Obozu”, w życiu zawodowym, w którym przyzwoitość i uczciwość jest nie tylko jego ideą, lecz także drogą postępowania, jak i w życiu rodzinnym, w którym wraz z żoną, Grażyną, zaszczepiają swoim dzieciom przywiązanie i szacunek do tych „przestarzałych”, tradycyjnych wartości, w naszym przekonaniu żyje i działa zacnie.

W życiu Iwancza jest jeszcze jeden rys, niezwykle ważny i zasługujący w naszej ocenie na szczególne podkreślenie: nasz kandydat wybrał życie, którym musi obdzielać dwie ojczyzny, wybrał drogę niezwykle trudną, albowiem trzeba na niej przeciwstawiać się stereotypom i uprzedzeniom, godzić różnice kulturowe i okazywać niezwykłą wyrozumiałość dla odrębności. Z tego zadania wywiązuje się z godną podziwu zacnością.

Drogi Iwanczo, w imieniu Kapituły Dnia Stałego odznaczam Cię orderem „Za zacność” i życzę Ci, ażebyś swoimi czynami, postawą – całym życiem - pokazywał wszystkim, że ten „przestarzały”, „nie używany” wyraz nie odszedł w zapomnienie, i że warto pielęgnować skupione w jego znaczeniu takie „tradycyjne” wartości jak prawość, szlachetność, altruizm, uczciwość i wyrozumiałość.

2000 r.

Przypada mi dzisiaj po raz wtóry wielki zaszczyt, a jednocześnie spoczywa na mnie obowiązek przedstawienia Państwu drugiego kawalera orderu „Za zacność”. Te miłe sercu a zarazem niełatwe powinności wynikają z uchwały Kapituły Dnia Stałego, która jeszcze w zeszłym roku poleciła, bym, wygłaszając laudację „nie zbywał, ale i nie zanudzał, mówił poważnie, a jednocześnie tak, by u zebranych wywołać uśmiech”.

Ponieważ w naszym gronie widzę osoby, które nie uczestniczyły w zeszłorocznej uroczystości wręczenia pierwszego orderu, pozwolą Państwo, że przekażę kilka uwag natury historycznej.

Kapituła Dnia Stałego powstała z tego, co trwa już bardzo długo, a mianowicie ze zwyczaju spotykania się tego samego dnia tygodnia w tym domu od prawie dwudziestu lat. Niekiedy zmieniały się miejsca i czas tych spotkań, zmieniały się nasze losy. Wiele się w ciągu tych lat wydarzyło - wygrywaliśmy i przegrywaliśmy, lecz niewielkie grono osób konsekwentnie podtrzymywało tradycję stałych spotkań, serdecznej wymiany myśli, gorących dyskusji, opowieści o naszych uczynkach i... raczenia się – o ile na to warunki pozwalały – zacnymi trunkami.

W sierpniu zeszłego roku Janek Malicki opowiadał w tym domu o rozmowie ze znanym sowietologiem, Profesorem Michaelem Ryfkinem. Janek przekazał Profesorowi smutną wiadomość, że zmarł ich wspólny znajomy ze Lwowa – architekt, „człowiek niezwykłej zacności”, na co Michael Ryfkin odparł, że prawie się już nie spotyka zacnych ludzi i właściwie każdemu z nich należy się medal. Jeden z filarów „dnia stałego” - Andrzej Ananicz – skomentował tę kwestię krótko: „a dlaczego nie?”. I tak narodził się pomysł przyznawania tego orderu.

Kapituła powstała spontanicznie, w jej skład weszły osoby, które wiernie strzegą tradycji „jour fixe”: Zosia Ananiczowa, Haneczka Zielińska, Andrzej Ananicz, Janek Malicki, Andrzej Zieliński, moja skromna osoba, a od zeszłego roku iwanczo Gyłybow, pierwszy kawaler orderu „Za Zacność”.

Zadaliśmy sobie pytanie: czym jest zacność. W „Słowniku Języka Polskiego” pod redakcją Prof. Doroszewskiego zacność określa się jako wyraz wychodzący z użycia, oznaczający „prawość, szlachetność, uczciwość”. „Słownik języka polskiego” pod red. Prof. Szymczaka podaje już tylko, że „zacność (...) przestarz. rzecz. od zacny, dziś tylko we frazeologii: Zacności człowiek „człowiek bardzo zacny, szlachetny”. I to już cała definicja słownikowa znaczenia tego wyrazu. Również tak otchłanne medium, czyli Internet, nie wnosi niczego nowego – na wielu polskich stronach można jedynie znaleźć potwierdzające powyższe definicje cytaty z klasycznej literatury polskiej, z Listów Apostolskich i encykliki Immortale Dei Leona XIII. Zatem według „nowoczesnych” Polaków „zacność”, czy „zacny człowiek” – przeszli do historii.

My jednak jesteśmy odmiennego zdania. Jakkolwiek uważa się go za „przestarzały”, w wyrazie tym tkwi opis nie tylko cech człowieka, lecz także jego czynów. Zacny to nie ten, kto raz czy dwa okazał szlachetność, zachował się godnie i uczciwie wobec bliźnich i wobec siebie. To człowiek, który te cechy skupia i urzeczywistnia każdego dnia. To człowiek, dla którego tradycyjne wartości, takie jak uczciwość, czystość sumienia, wyrozumiałość, tolerancja, rzetelność i przyzwoitość, są nierozłącznie wplecione w jego egzystencję i działanie. Niekiedy zacność kojarzyć się może z naiwnością, jednakże skojarzenie takie wywołuje zapewne otaczający nas świat, w którym „zacni” stają się „odchodzącym gatunkiem”. Osobiście sądzę, że zacny stara się postępować i żyje tak, „by później nie musieć nikogo prosić o wybaczenie”.

Wydawać by się mogło, że podczas wyboru kawalera „Orderu za zacność” w ten sposób rozumiane pojęcie zacności będzie stanowiło dla Kapituły wielką przeszkodę, trudno bowiem znaleźć kandydata spełniającego wszystkie zawarte w nim kryteria. Życie jednak dowodzi, że powszechny dzisiaj pogląd o zacnych jako „wymierającym gatunku” jest całkowicie nietrafny. Nasza zeszłoroczny pomysł zaowocował głęboką refleksją nie tylko wśród członków Kapituły, lecz również wśród osób spoza niej, którym jest on bardzo bliski. Tym bardziej cieszy nas tegoroczny wybór, wybór dokonany spośród osób z całą pewnością zasługujących na miano zacnych, znanych nam osobiście i nie znanych, o których czynach i postawie świadczyły osoby spoza Kapituły.

Wybraliśmy jednomyślnie, jako że tylko taki wybór dopuszczają reguły Kapituły, Krzysztofa Barańskiego, który swoim życiem dowodzi, że zacnością się żyje, oddycha i dzieli z innymi.

Krzysztof jest artystą fotografikiem, który patrzy na świat, na ludzi i ich wzajemne związki poprzez swój dar. I mógłby na tym poprzestać, budując – jak wielu artystów - swoje wizje, ”podglądając” ludzi, wydobywając na światło dzienne - dzięki swojej wrażliwości - to, co „im w duszy gra”. Ale Krzysztof swój dar uważa za coś, czym się trzeba dzielić z innymi i to nie tylko na płaszczyźnie artystycznej, lecz również w codziennym życiu. Z jednej strony uczy młodych adeptów sztuki, jak można rozwijać wrażliwość na człowieka i jego los, jak z głębokim zastanowieniem patrzeć na świat, który go otacza, z drugiej zaś strony pokazuje, że to za mało, że szlachetność sztuki jest niczym, jeżeli nie idzie z nią w parze szlachetność w życiu.

Nie da się, w naszym odczuciu, oddzielić w życiu Krzysztofa tego, co „artystyczne” od tego, co „ziemskie”. W jego domu zawsze było miejsce, dla tych, z którymi los obszedł się okrutnie. Wraz ze Svjetlaną dawali im schronienie, pomoc materialną i duchową, pokazywali, że nawet w czasach, które niosą zamęt, ból i pomieszanie wartości, da się żyć godnie i szlachetnie.

Krzysztof potrafi osiągać rzecz niezwykłą – skupiać wokół siebie ludzi z różnych pokoleń i środowisk, o różnych światopoglądach i temperamentach, a warto podkreślić, że nie jest człowiekiem, który słowa przedkłada nad czyny. Owocem tej umiejętności jest klub „Piękna” – ostoja nie tylko dla poszukujących prawdy o życiu i pięknie, lecz również dla tych, którzy czerpią od Krzysztofa wiedzę i przykład, jak żyć zacnie.

Drogi Krzysztofie, w imieniu Kapituły Dnia Stałego odznaczam Cię orderem „Za zacność” i życzę Ci, ażebyś swoimi czynami, postawą, talentem – całym życiem - pokazywał wszystkim, że ten „przestarzały”, „nie używany” wyraz nie odszedł w zapomnienie, i że warto pielęgnować skupione w jego znaczeniu takie „tradycyjne” wartości jak prawość, szlachetność, altruizm, uczciwość i wyrozumiałość.

2001 r.

Przypada mi dzisiaj po raz trzeci wielki za-szczyt, a jednocześnie spoczywa na mnie obo-wiązek przedstawienia Państwu trzeciego kawalera orderu „Za zacność". Te miłe sercu a zarazem niełatwe powinności wynikają z uchwały Kapituły Dnia Stałego, która dwa lata temu poleciła, bym, wygłaszając laudację „nie zbywał, ale i nie zanudzał, mówił poważnie, a jednocześnie tak, by u zebranych wywołać uśrrfitortiSważ w naszym gronie widzę osoby, które nie uczestniczyły w poprzednich uroczystościach wręczenia orderu, pozwolą Państwo, że przekażę kilka uwag natury historycznej.

Kapituła Dnia Stałego powstała z tego, co trwa już od dwudziestu lat, a mianowicie ze zwyczaju spotykania się tego samego dnia tygodnia w domu Zosi i Andrzeja Ananiczów. Niekiedy zmieniały się miejsca i czas tych spotkań, zmieniały się nasze losy. Wiele się w ciągu tych lat wydarzyło - wygrywaliśmy i przegrywaliśmy, lecz niewielkie grono osób konsekwentnie pod-trzymywało tradycję stałych spotkań, serdecznej wymiany myśli, gorących dyskusji, opowieści o naszych uczynkach i... raczenia się - o ile na to kieszeń i warunki pozwalały - zacnymi trunkami.

Dwa lata temu, w sierpniu, Janek Malicki opowiadał na jednym z takich spotkań o rozmowie ze znanym sowietologiem, Profesorem Michaelem Ryfkinem. Janek przekazał Profesorowi smutną wiadomość, że zmarł ich wspólny znajomy ze Lwowa - architekt, „człowiek niezwykłej zacności", na co Michael Ryfkin odparł, że prawie się już nie spotyka zacnych ludzi i właściwie każdemu z nich należy się medal. Jeden z filarów „dnia stałego - Andrzej Ananicz -skomentował tę kwestię krótko: „a dlaczego nie?". I tak narodził się pomysł przyznawania tego orderu.

Kapituła powstała spontanicznie, w jej skład weszły osoby, które wiernie strzegą tradycji Jour fixe": Zosia Ananiczowa - słyszy nas teraz z Ankary, Haneczka Zielińska, Andrzej Ananicz -Kapituła udzieliła mu czteroletniego urlopu, by reprezentował Polskę w Turcji, Janek Malicki, Andrzej Zieliński, moja skromna osoba i kawalerowie orderu „Za Zacność" - Iwanczo Gyłybow i Krzysztof Barański.

Zadaliśmy sobie pytanie: czym jest zacność. W „Słowniku Języka Polskiego" pod redakcją Prof. Doroszewskiego zacność określa się jako wyraz wychodzący z użycia, oznaczający „prawość, szlachetność, uczciwość". „Słownik języka polskiego" pod red. Prof. Szymczaka podaje już tylko, że „zacność (...) przestarz. rzecz, od zacny, dziś tylko we frazeologii: Zacności człowiek „człowiek bardzo zacny, szlachetny", zaś najnowszy „Inny Słownik Języka Polskiego PWN" pod redakcją M. Bańko zacność określa jako „słowo książkowe" („zacny to człowiek dobry, szlachetny godny zaufania i szacunku"). I to już cała definicja słownikowa znaczenia tego wyrazu. Również tak otchłanne medium, czyli Internet, nie wnosi niczego nowego - na wielu polskich stronach można jedynie znaleźć potwierdzające powyższe definicje cytaty z klasycznej literatury polskiej, z Listów Apostolskich i encykliki Immortale Dei Leona XIII. Zatem według „nowoczesnych" Polaków „zacność", czy „zacny człowiek" - przeszli do historii.

My jednak jesteśmy odmiennego zdania. Jakkolwiek uważa się go za „przestarzały", w wyrazie tym tkwi opis nie tylko cech człowieka, lecz także jego czynów. Zacny to nie ten, kto raz czy dwa okazał szlachetność, zachował się godnie i uczciwie wobec bliźnich i wobec siebie. To człowiek, który te cechy skupia i urzeczywistnia każdego dnia. To człowiek, dla którego tradycyjne wartości, takie jak uczciwość, czystość sumienia, wyrozumiałość, tolerancja, rzetelność i przyzwoitość, są nierozłącznie wplecione w jego egzystencję i działanie. Niekiedy zacność kojarzyć się może z naiwnością, jednakże skojarzenie takie wywołuje zapewne otaczający nas świat, w którym „zacni" stają się „odchodzącym gatunkiem". Osobiście sądzę, że zacny stara się postępować i żyje tak, „by później nie musieć nikogo prosić o wybaczenie".

Wydawać by się mogło, że podczas wyboru kawalera „Orderu za zacność" w ten sposób rozumiane pojęcie zacności będzie stanowiło dla Kapituły wielką przeszkodę, trudno bowiem znaleźć kandydata spełniającego wszystkie zawarte w nim kryteria. Życie jednak dowodzi, że powszechny dzisiaj pogląd o zacnych jako „wymierającym gatunku" jest całkowicie nietrafny. Nasz pomysł zaowocował głęboką refleksją nie tylko wśród członków Kapituły, lecz również wśród osób spoza niej, którym jest on bardzo bliski. Dyskutując o zacności i zacnych, umocniliśmy się w przekonaniu, że pojęcie to, w świetle czynów i postaw osób spełniających przedstawione kryteria, zaczyna nabierać nowego kształtu: oto człowiek zacny, przestaje być „książkowy" czy „przestarzały" - staje się nowoczesny, widoczny, coraz częściej gości w naszych umysłach i wśród nas.

Tym bardziej cieszy nas tegoroczny wybór, wybór dokonany spośród osób z całą pewnością zasługujących na miano zacnych, znanych nam osobiście i nie znanych, o których czynach i postawach świadczyły osoby również spoza Kapituły.

Wybraliśmy jednomyślnie, jako że tylko taki wybór dopuszczają reguły Kapituły, Pana Profesora Marię Krzysztofa Byrskiego, który swoim życiem dowodzi, że zacnością się żyje, oddycha i dzieli z innymi.

Profesor Byrski jest znanym indologiem, znakomitym znawcą teatru indyjskiego, świetnym tłumaczem i organizatorem życia naukowego, a jednocześnie człowiekiem w pełni zasługującym na miano przewodnika duchowego i moralnego kilku pokoleń.

W czasach, gdy trudno było myśleć o wolności, swoją opieką duchową, nieugiętą postawą moralną i konsekwencją w działaniu dawał przykład i wsparcie wahającym się, niepewnym, stojącym na rozdrożu. Kiedy nastał czas wolności, nie zachłysnął się nią, nie dał się zwieść chwytliwym teoriom ani nęcącym propozycjom -niezmiennie trwał przy wartościach mu najdroższych i pokazywał ludziom, że można nimi żyć każdego dnia.

Jako człowiekowi nauki udaje się Profesorowi dokonywać czegoś, co zapewne jest przedmiotem marzeń wielu ludzi: głęboką wiedzę o kulturze Indii nie tylko przekazuje swoim słuchaczom, lecz również przenosi jej najcenniejsze wartości na grunt europejski i polski, dając czynami świadectwo, że to co cenne, należy pielęgnować i czynić szlachetny pożytek z bogactwa duchowego innych, nierzadko niezwykle odmiennych kultur. Najnowszym dokonaniem Pana Profesora Byrskiego na tej drodze jest iście wizjonerski pomysł zorganizowania Studium Stosunków Międzykulturowych, gdzie młodzi ludzie poznają nie tylko inne wartości, lecz uczą się jak szanować to, co tak różne od powszechnych wyobrażeń i stereotypów, jak przetwarzać nowe wartości moralne tak, by służyły nam wszystkim.

Drogi Panie Profesorze, Kapituła Dnia Stałego odznacza Pana orderem „Za zacność" i życzy Panu, ażeby swoją wiedzą, czynami, postawą, talentem - całym życiem - pokazywał Pan nadal wszystkim, że ten „przestarzały", „nie używany" wyraz nie odszedł w zapomnienie, i że warto pielęgnować skupione w jego znaczeniu takie „tradycyjne" wartości jak prawość, szlachetność, altruizm, uczciwość i wyrozumiałość.

2002 r.

Już po raz czwarty mam wielki zaszczyt przedstawić Państwu, tym razem w zupełnie nowej, pełnej historycznych i współczesnych znaczeń przestrzeni, osobę, której Kapituła Dnia Stałego postanowiła przyznać Order za Zacność.

Cztery lata temu, powierzając mi obowiązek wygłoszenia pierwszej laudacji, członkowie Kapituły przekazali mi konkretne zalecenia: mam mówić tak, by nie zanudzać, ale i nie zbywać, poważnie, a jednocześnie tak, by wywołać u zgromadzonych refleksję i uśmiech.

Każdego roku powiększa się grono osób, którym nieobca jest idea Orderu za Zacność, dlatego też – wzorem lat ubiegłych – pozwolę sobie krótko przypomnieć historię jej powstania.

Kapituła Dnia Stałego powstała z tego, co trwa już bardzo długo, a mianowicie ze zwyczaju spotykania się tego samego dnia tygodnia od ponad dwudziestu dwóch lat w domu Zosi i Andrzeja Ananiczów, nieobecnych tu z nami, jako że reprezentują Rzeczpospolitą Polską w Turcji. Niekiedy zmieniały się miejsca i czas tych spotkań, zmieniały się nasze losy. Wiele się w ciągu tych lat wydarzyło - wygrywaliśmy i przegrywaliśmy, lecz niewielkie grono osób konsekwentnie podtrzymywało tradycję stałych spotkań, serdecznej wymiany myśli, gorących dyskusji, opowieści o naszych uczynkach i... raczenia się – o ile na to warunki pozwalały – zacnymi trunkami.

Ponad cztery lata temu, na jednym z takich spotkań, obecny tu Janek Malicki opowiedział, że pewnego dnia, rozmawiając z Profesorem Michaelem Rywkinem, przekazał mu smutną wiadomość o tym, że odszedł jeden z ich wspólnych znajomych, architekt lwowski, „człowiek wielkiej zacności”. Na co Prof. Rywkin odparł, że prawie się już nie spotyka zacnych ludzi i właściwie każdemu z nich należy się order. Jeden z filarów „dnia stałego” - Andrzej Ananicz – skomentował tę kwestię krótko: „a dlaczego nie?”. I tak narodził się pomysł przyznawania tego orderu.

Kapituła powstała spontanicznie, w jej skład weszły osoby, które wiernie strzegą tradycji „jour fixe”: Zosia Ananiczowa, Haneczka Zielińska, Andrzej Ananicz, Janek Malicki, Andrzej Zieliński, moja skromna osoba, a także kolejni kawalerowie orderu „Za „Zacność”: Iwanczo Gyłybow, Krzysztof Barański i Maria Krzysztof Byrski.

Zadaliśmy sobie pytanie: czym jest zacność. W „Słowniku Języka Polskiego” pod redakcją Prof. Doroszewskiego zacność określa się jako wyraz wychodzący z użycia, oznaczający „prawość, szlachetność, uczciwość”. „Słownik języka polskiego” pod red. Prof. Szymczaka podaje już tylko, że „zacność (...) przestarz. rzecz. od zacny, dziś tylko we frazeologii: Zacności człowiek „człowiek bardzo zacny, szlachetny”, zaś najnowszy „Nowy słownik języka polskiego” pod redakcją Mirosława Bańki określa ten termin jako „wyraz książkowy, przestarzały”. I to już cała definicja słownikowa znaczenia tego wyrazu. Również tak otchłanne medium, czyli Internet, nie wnosi niczego nowego – na wielu polskich stronach można jedynie znaleźć potwierdzające powyższe definicje cytaty z klasycznej literatury polskiej, z Listów Apostolskich i encykliki Immortale Dei Leona XIII. Zatem według „nowoczesnych” Polaków „zacność”, czy „zacny człowiek” – przeszli do historii.

My jednak jesteśmy odmiennego zdania. Jakkolwiek uważa się go za „przestarzały”, w wyrazie tym tkwi opis nie tylko cech człowieka, lecz także jego czynów. Zacny to nie ten, kto raz czy dwa okazał szlachetność, zachował się godnie i uczciwie wobec bliźnich i wobec siebie. To człowiek, który te cechy skupia i urzeczywistnia każdego dnia. To człowiek, dla którego tradycyjne wartości, takie jak uczciwość, czystość sumienia, wyrozumiałość, tolerancja, rzetelność i przyzwoitość, są nierozłącznie wplecione w jego egzystencję i działanie. Niekiedy zacność kojarzyć się może z naiwnością, jednakże skojarzenie takie wywołuje zapewne otaczający nas świat, w którym „zacni” stają się „odchodzącym gatunkiem”. Osobiście sądzę, że zacny stara się postępować i żyje tak, „by później nie musieć nikogo prosić o wybaczenie”.

Wydawać by się mogło, że podczas wyboru kawalera „Orderu za zacność” w ten sposób rozumiane pojęcie zacności będzie stanowiło dla Kapituły wielką przeszkodę, trudno bowiem znaleźć kandydata spełniającego wszystkie zawarte w nim kryteria. Życie jednak dowodzi, że powszechny dzisiaj pogląd o zacnych jako „wymierającym gatunku” jest całkowicie nietrafny. Nasz pomysł zaowocował głęboką refleksją nie tylko wśród członków Kapituły, lecz również wśród osób spoza niej, którym jest on bardzo bliski. Tym bardziej cieszy nas tegoroczny wybór, wybór dokonany spośród osób z całą pewnością zasługujących na miano zacnych, znanych nam osobiście i nieznanych, o których czynach i postawie świadczyły osoby również spoza Kapituły.

Wybraliśmy jednomyślnie, jako że tylko taki wybór dopuszczają reguły Kapituły, Teresę Okoniewską z Torunia, która swoim życiem dowodzi, że zacnością się żyje, oddycha i dzieli z innymi. Teresy nie zobaczą Państwo na wielkich forach publicznych czy naukowych, nie zobaczą jej Państwo w świetle reflektorów i lamp błyskowych, które niejednemu przewróciły już w głowie. Teresa promieniuje ciepłem, stanowczą, konkretną dobrocią i tym, co robi każdego dnia – zawsze z uśmiechem. A robi niezwykle wiele. Jako etnolog z wielką pasją oddaje się ratowaniu tego, co w oczach wielu mija bezpowrotnie – kultury materialnej i łączy w tej swojej pasji to, czego tak wszyscy pragniemy: fachowość i człowieczeństwo.

Teresa patrzy na świat z twórczą ciekawością, dzięki czemu jest zupełnie oczywiste, że znajduje z wielką łatwością tych, którym trzeba i warto pomagać. Pokazuje i przekonuje ludzi, którzy pracują i obracają się w jej otoczeniu, że w tym, co się robi, warto i trzeba pielęgnować rzetelność i uczciwość, gdy kontynuuje się dzieło, które stworzyli inni, okazywać bezinteresowną, pełną pokory i niejednokrotnie wyrzeczeń pomoc, kiedy jednego z nas dotyka nieszczęście, lub gdy go krzywdzi Los. Jako przedstawicielka „wymierającego gatunku”, każdego dnia dowodzi, że zacnością da się żyć, a dzielenie się nią z innymi może stanowić sens naszej egzystencji. Kiedy przyglądam się z podziwem jej czynom, przychodzi mi na myśl znany aforyzm Bertranda Russela: „Szczęśliwe życie to ciche życie: tylko w atmosferze spokoju może kwitnąć prawdziwa radość”. I dodajmy: zacność.

Droga Tereso, w imieniu Kapituły Dnia Stałego odznaczam Cię orderem „Za zacność” i życzę Ci, ażebyś swoimi czynami, postawą, talentem i wiedzą – całym życiem - pokazywała wszystkim, że ten „przestarzały”, „nie używany” wyraz nie odszedł w zapomnienie, i że warto pielęgnować skupione w jego znaczeniu takie „tradycyjne” wartości jak prawość, szlachetność, altruizm, uczciwość i wyrozumiałość.

2003 r.

Już po raz piąty mam wielki zaszczyt przedstawić Państwu, tym razem w kameralnym gronie, licznej obecności naszych przyjaciół nie sprzyja bowiem wakacyjny czas, osobę, której Kapituła postanowiła przyznać Honorowy Order za Zacność.

Tym razem postanowienia Kapituły Dnia Stałego mają charakter nadzwyczajny. Przyznajemy bowiem Order za Zacność osobie, która ma szczególne zasługi w dziele jego tworzenia, osobie, która dała intelektualny impuls tej jakże żywej w naszym kręgu idei. Warto więc w tym miejscu powiedzieć kilka słów o tym, jak zrodził się ten zaczyn i jakie były losy idei Orderu.

Kapituła Dnia Stałego powstała z tego, co trwa już bardzo długo, a mianowicie ze zwyczaju spotykania się tego samego dnia tygodnia od ponad dwudziestu dwóch lat w domu Zosi i Andrzeja Ananiczów (Andrzej, pomimo licznych, urzędowych obowiązków, znalazł czas, by być tu z nami, zaś Zosia czuwa nad ich chwilowym domowym ogniskiem w Ankarze). Niekiedy zmieniały się miejsca i czas tych spotkań, zmieniały się nasze losy. Wiele się w ciągu tych lat wydarzyło - wygrywaliśmy i przegrywaliśmy, lecz niewielkie grono osób konsekwentnie podtrzymywało tradycję stałych spotkań, serdecznej wymiany myśli, gorących dyskusji, opowieści o naszych uczynkach i... raczenia się – o ile na to warunki i kieszenie pozwalały – zacnymi trunkami.

Ponad cztery lata temu, na jednym z takich spotkań, obecny tu Janek Malicki opowiedział, że pewnego dnia, rozmawiając z Profesorem Michaelem Rywkinem, przekazał mu smutną wiadomość o tym, że odszedł jeden z ich wspólnych znajomych, architekt lwowski, „człowiek wielkiej zacności”. Na co Prof. Rywkin odparł, że prawie się już nie spotyka zacnych ludzi i właściwie każdemu z nich należy się order. Jeden z filarów „dnia stałego” - Andrzej Ananicz – skomentował tę kwestię krótko: „a dlaczego nie?”. I tak narodził się pomysł przyznawania tego orderu.

Kapituła powstała spontanicznie, w jej skład weszły osoby, które wiernie strzegą tradycji „jour fixe”: Zosia Ananiczowa, Haneczka Zielińska, Andrzej Ananicz, Janek Malicki, Andrzej Zieliński, moja skromna osoba, a także kolejni kawalerowie orderu „Za „Zacność”: Iwanczo Gyłybow, Krzysztof Barański, Maria Krzysztof Byrski i Teresa Okoniewska.

Zadaliśmy sobie pytanie: czym jest zacność. W „Słowniku Języka Polskiego” pod redakcją Prof. Doroszewskiego zacność określa się jako wyraz wychodzący z użycia, oznaczający „prawość, szlachetność, uczciwość”. „Słownik języka polskiego” pod red. Prof. Szymczaka podaje już tylko, że „zacność (...) przestarz. rzecz. od zacny, dziś tylko we frazeologii: Zacności człowiek „człowiek bardzo zacny, szlachetny”, zaś najnowszy „Nowy słownik języka polskiego” pod redakcją Mirosława Bańki określa ten termin jako „wyraz książkowy, przestarzały”. I to już cała definicja słownikowa znaczenia tego wyrazu. Również tak otchłanne medium, czyli Internet, nie wnosi niczego nowego – na wielu polskich stronach można jedynie znaleźć potwierdzające powyższe definicje cytaty z klasycznej literatury polskiej, z Listów Apostolskich i encykliki Immortale Dei Leona XIII. Zatem według „nowoczesnych” Polaków „zacność”, czy „zacny człowiek” – przeszli do historii.

My jednak jesteśmy odmiennego zdania. Jakkolwiek uważa się go za „przestarzały”, w wyrazie tym tkwi opis nie tylko cech człowieka, lecz także jego czynów. Zacny to nie ten, kto raz czy dwa okazał szlachetność, zachował się godnie i uczciwie wobec bliźnich i wobec siebie. To człowiek, który te cechy skupia i urzeczywistnia każdego dnia. To człowiek, dla którego tradycyjne wartości, takie jak uczciwość, czystość sumienia, wyrozumiałość, tolerancja, rzetelność i przyzwoitość, są nierozłącznie wplecione w jego egzystencję i działanie. Niekiedy zacność kojarzyć się może z naiwnością, jednakże skojarzenie takie wywołuje zapewne otaczający nas świat, w którym „zacni” stają się „odchodzącym gatunkiem”. Osobiście sądzę, że zacny stara się postępować i żyje tak, „by później nie musieć nikogo prosić o wybaczenie”.

Dzisiaj wśród nas mamy przyjemność gościć tego, od którego wszystko się zaczęło, Profesora Michaela Rywkina, politologa, znanego badacza losów narodów, które zostały poddane najcięższej próbie, próbie przetrwania. W swoich licznych pracach Profesor nie tylko starał się przedstawiać losy tych narodów, lecz również – a co najważniejsze – próbował ocalić je od zapomnienia, chroniąc tym samy ich wielki wkład do kultury Europy i Azji. Nie poprzestawał i nie poprzestaje jednak na rozważaniach stricte teoretycznych – wykształcił i kształci nadal pokolenia młodych ludzi, ucząc ich wrażliwości i szacunku dla odmiennych poglądów i wartości. Trudna to rola, ponieważ człowiek, który jej się podjął wciąż zmuszony jest udzielać odpowiedzi na najtrudniejsze i najbardziej drażliwe pytania. Profesor Rywkin pokazał swoim życiem, że da się na nie odpowiadać tak, by wokół siebie skupiać entuzjastów wyznających nierzadko bardzo odmienne wartości. To dzięki Niemu zyskiwali pewność, że są potrzebni innym.

Większość osób odznaczonych dotychczas „Orderem za Zacność” nieustannie musiała i musi podejmować niełatwe decyzje i weryfikować swoje postawy i czyny, żyjąc i pracując na pograniczu nierzadko zupełnie odmiennych kultur, światopoglądów i doświadczeń. Dla osób tych była to wielka, często jakże ciężka próba, z której wychodzą zwycięsko.

Historia nie szczędziła Profesorowi Rywkinowi, trudnych chwil: urodzony i wychowany we wschodnioeuropejskim „tyglu kulturowym”, doświadczył koszmaru „inżynierii dusz”, a mimo to wyszedł z tej próby z podniesionym czołem, przekazując swoim bliskim i uczniom prawdę o tym, że nawet najstraszniejsze przeżycia nie mogą stłumić w człowieku dobra, uśmiechu i życzliwości wobec bliźnich.

Kapituła jednomyślnie postanowiła, jako że tylko taki sposób postępowania dopuszczają jej reguły, przyznać Profesorowi Michaelowi Rywkinowi Honorowy Order za Zacność.

Drogi Panie Profesorze, w imieniu Kapituły Dnia Stałego odznaczam Pana orderem „Za zacność” i życzę Panu, ażeby swoimi czynami, postawą, talentem i wiedzą – całym życiem – nadal pokazywał Pan wszystkim, że ten „przestarzały”, „nie używany” wyraz nie odszedł w zapomnienie, i że warto pielęgnować skupione w jego znaczeniu takie „tradycyjne” wartości jak prawość, szlachetność, altruizm, uczciwość i wyrozumiałość.

2004 r.

Już po raz szósty mam wielki zaszczyt przedstawić Państwu, ponownie w pełnej historycznych i współczesnych znaczeń przestrzeni, osobę, której Kapituła Dnia Stałego postanowiła przyznać Order za Zacność.

Pięć lat temu, powierzając mi obowiązek wygłoszenia pierwszej laudacji, członkowie Kapituły przekazali mi konkretne zalecenia: mam mówić w taki sposób, by u słuchaczy nie wywoływać jakże znanego z wielu uroczystości „na cześć” odruchu ziewania, nie pomijać istoty rzeczy, a jednocześnie wywoływać u zgromadzonych miłą refleksję i uśmiech.

Każdego roku powiększa się grono osób, którym nieobca jest idea Orderu za Zacność, dlatego też – wzorem lat ubiegłych – pozwolę sobie krótko przypomnieć historię jej powstania.

Kapituła Dnia Stałego powstała z tego, co trwa już bardzo długo, a mianowicie ze zwyczaju spotykania się tego samego dnia tygodnia od ponad dwudziestu trzech lat w domu Zosi i Andrzeja Ananiczów, którzy są dzisiaj z nami, opuściwszy na krótko swoją placówkę w Ankarze. Niekiedy zmieniały się miejsca i czas tych spotkań, zmieniały się nasze losy. Wiele się w ciągu tych lat wydarzyło - wygrywaliśmy i przegrywaliśmy, lecz niewielkie grono osób konsekwentnie podtrzymywało tradycję stałych spotkań, serdecznej wymiany myśli, gorących dyskusji, opowieści o naszych uczynkach i... raczenia się – o ile kieszeń na to pozwalała – zacnymi trunkami.

Ponad pięć lat temu, na jednym z takich spotkań, obecny tu Janek Malicki opowiedział, że pewnego dnia, rozmawiając z Profesorem Michaelem Rywkinem, również kawalerem Orderu za Zacność, przekazał mu smutną wiadomość o tym, że odszedł jeden z ich wspólnych znajomych, architekt lwowski, „człowiek wielkiej zacności”. Na co Prof. Rywkin odparł, że prawie się już nie spotyka zacnych ludzi i właściwie każdemu z nich należy się order. Jeden z filarów „dnia stałego” – Andrzej Ananicz – skomentował tę kwestię krótko: „a dlaczego by nie?”. I tak narodził się pomysł przyznawania tego orderu.

Kapituła powstała spontanicznie, w jej skład weszły osoby, które wiernie strzegą tradycji „jour fixe”: Zosia Ananiczowa, Haneczka Zielińska, Andrzej Ananicz, Janek Malicki, Andrzej Zieliński, moja skromna osoba, a także kolejni kawalerowie i dama orderu „Za „Zacność”: Iwanczo Gyłybow, Krzysztof Barański, Maria Krzysztof Byrski, Teresa Okoniewska i Michael Rywkin.

Zadaliśmy sobie pytanie i nadal pytamy: czym jest zacność. W „Słowniku Języka Polskiego” pod redakcją Prof. Doroszewskiego zacność określa się jako wyraz wychodzący z użycia, oznaczający „prawość, szlachetność, uczciwość”. „Słownik języka polskiego” pod red. Prof. Szymczaka podaje już tylko, że „zacność (...) przestarz. rzecz. od zacny, dziś tylko we frazeologii: Zacności człowiek „człowiek bardzo zacny, szlachetny”, zaś „Nowy słownik języka polskiego” pod redakcją Mirosława Bańko określa ten termin jako „wyraz książkowy, przestarzały”. I to już cała definicja słownikowa znaczenia tego wyrazu. W najbardziej rozpowszechnionym obecnie w świecie medium, czyli w Internecie, na wielu polskich stronach można znaleźć przede wszystkim potwierdzające powyższe definicje cytaty z klasycznej literatury polskiej, z Listów Apostolskich i encykliki Immortale Dei Leona XIII. Na stronach subkultur młodzieżowych można również odnaleźć wyraz zacność. Jego znaczenie i konotacje są jeszcze niezbyt jasne i zapewne wymagają odrębnych badań. Niekiedy występuje w szokujących zestawieniach, których, pozwolą Państwo, nie będę w tym gronie przytaczał. Wydaje się więc, że według „nowoczesnych” Polaków „zacność”, czy „zacny człowiek” – przeszli do historii.

My jednak jesteśmy odmiennego zdania. Jakkolwiek uważa się go za „przestarzały”, w wyrazie tym tkwi opis nie tylko cech człowieka, lecz także jego czynów. W naszym przekonaniu zacny to nie ten, kto kilka razy okazał szlachetność, zachował się godnie i uczciwie wobec bliźnich i wobec siebie. To człowiek, który te cechy skupia i mądrze urzeczywistnia każdego dnia. To człowiek – jak powiedział na krótko przed śmiercią Prof. Swieżawski – który ma świadomość i wierzy w to, że nawet najmniejsze jego uczynki wpływają na losy naszego świata, To wreszcie człowiek, dla którego tradycyjne wartości, takie jak uczciwość, czystość sumienia, wyrozumiałość, tolerancja, rzetelność i przyzwoitość, są nierozłącznie wplecione w jego egzystencję i działanie. Niekiedy zacność kojarzyć się może z naiwnością, jednakże skojarzenie takie wywołuje zapewne otaczający nas świat, w którym „zacni” stają się „odchodzącym gatunkiem”.

Wydawać by się mogło, że podczas wyboru kawalera „Orderu za zacność” w ten sposób rozumiane pojęcie zacności będzie stanowiło dla Kapituły wielką przeszkodę, trudno bowiem znaleźć kandydata spełniającego wszystkie zawarte w nim kryteria. Życie jednak dowodzi, że powszechny dzisiaj pogląd o zacnych jako „wymierającym gatunku” jest całkowicie nietrafny. Nasz pomysł zaowocował głęboką refleksją nie tylko wśród członków Kapituły, lecz również wśród osób spoza niej, którym jest on bardzo bliski. Mamy nadzieję, że wkrótce, dzięki staraniom naszych przyjaciół, rozpocznie się publiczna dyskusja o tym, czym jest zacność i jakie może mieć znaczenie dla współczesnych Polaków.

Tym bardziej cieszy nas tegoroczny wybór, wybór dokonany spośród osób z całą pewnością zasługujących na miano zacnych, znanych nam osobiście i nieznanych, o których czynach i postawie świadczyły osoby również spoza Kapituły.

Wybraliśmy jednomyślnie, jako że tylko taki wybór dopuszczają reguły Kapituły, Panią Doktor Marię Wosiek ze Zbaraża, historyka teatru, znakomitą specjalistkę od teatru Kresów, a tym samym kultur pogranicza.

Osoba to szczególna, albowiem łączy w sobie niezwykłe, jakże w dzisiejszych czasach rzadkie, lub trudno dostrzegalne cechy: czystość uczynków, odpowiedzialność za nie i wiarę, że dzięki nim nieustannie wzbogacamy i czynimy lepszymi zarówno tych, którzy bezpośrednio doświadczają ich dobrodziejstwa, jak i tych, którzy doznają ich działania nie wprost – nas wszystkich. W tym, co zrobiła dla innych, i co czyni nadal, tkwi ogromna roztropność i mądrość, lecz nie ta czysto naukowa, lecz pełna życzliwości i miłości. Nasza laureatka nie dzieli powinności, które na siebie nakłada, na te „wielkie” i „małe”. Wszystkie są dla niej tak samo ważne. W czasach, gdy wydawało się, że skazani jesteśmy na jałową wegetację pokazała, że solidna, rzeczowa, ofiarna, a jakże często niezauważana praca, za którą nie należy oczekiwać żadnej nagrody ni medialnego splendoru, pełna nieraz niebezpieczeństw i wyrzeczeń, wspiera, ba, stanowi podwalinę wydarzeń, które zmieniły naszą rzeczywistość. A jednocześnie pomoc bliźniemu w jego codziennych troskach i kłopotach, umiejętność zauważania jego potrzeb, pełna wrażliwości obecność w najtrudniejszych dla niego chwilach, ma dla Doktor Wosiek taką samą wagę. Ona po prostu szuka, i znajduje, te dziedziny życia ludzkiego i społecznego, gdzie może być potrzebna na miarę swoich możliwości. Całemu życiu Doktor Wosiek towarzyszy zawsze Skromność, a cnota to wielka i wymagająca.

A z jakże szlachetnego duchowego i moralnego kruszcu wykuta to postać, niech świadczą słowa jednego z jej Przyjaciół, który powiedział kiedyś w trudnych dla nas wszystkich chwilach, że bez wahania powierzyłby jej życie całej swojej rodziny.

Szanowna Pani, w imieniu Kapituły Dnia Stałego odznaczam Panią orderem „Za zacność” i życzę Pani, ażeby swoimi czynami, postawą, talentem, wiedzą i wrażliwością – całym życiem – nadal pokazywała wszystkim, że zacność, ten „przestarzały”, „nie używany” wyraz nie odszedł w zapomnienie, i że warto pielęgnować skupione w jego znaczeniu takie „tradycyjne” cnoty jak prawość, szlachetność, altruizm, uczciwość, wyrozumiałość i skromność.

2005 r.

Z każdym rokiem coraz liczniejsza Kapituła Dnia Stałego kolejny raz stanęła nie tylko przed wyborem osoby, o której bez wahania można powiedzieć, że jest zacna, lecz znowu zmierzyła się z jakże subtelną materią tego pojęcia. Nieustannie próbujemy zgłębiać jego znaczenie, może nie zawsze metodą „szkiełka i oka”, a raczej wczuwając się w nie sercem i wnikliwie studiując wszelkie przedkładane nam świadectwa. Pilnie wsłuchujemy się również w refleksje Dam i Kawalerów Orderu za Zacność, którzy każdego roku powiększają grono naszej samozwańczej instytucji.

Już od siedmiu lat na wielu spotkaniach rozważamy, czym jest zacność i jak przejawia się w życiu. Zaczynaliśmy w niewielkim gronie przyjaciół połączonych już prawie dwudziestopięcioletnią tradycją regularnych spotkań i gorących dyskusji. Podczas jednego z nich nieobecny dzisiaj Janek Malicki (wybaczamy mu, ma bowiem niepowtarzalną okazję uczestniczyć w otwarciu Cmentarza Orląt Lwowskich) opowiedział o rozmowie ze znanym sowietologiem, Profesorem Michaelem Ryfkinem. Janek przekazał Profesorowi smutną wiadomość, że odszedł ich wspólny znajomy ze Lwowa – architekt, „człowiek niezwykłej zacności”, na co Michael Ryfkin odparł, że prawie się już nie spotyka zacnych ludzi i właściwie każdemu z nich należy się medal. Słowa te stały się początkiem idei Orderu za Zacność. Podjęliśmy ją spontanicznie w przekonaniu, że trzeba chronić wartości, które niesie w sobie pojęcie zacności i honorować ludzi, którzy są przykładem, jak można je ucieleśniać w codziennym życiu. Kapitułę utworzyli Zosia Ananiczowa, Haneczka Zielińska, Andrzej Ananicz, Andrzej Zieliński, Janek Malicki oraz moja skromna osoba, a w kolejnych latach Damy i Kawalerowie Orderu za Zacność: Iwanczo Gyłybow, śp. Krzysztof Barański, Maria Krzysztof Byrski, Teresa Okoniewska, Michael Ryfkin i Maria Wosiek Wspierają oni niezwykle owocnie nasze przedsięwzięcia.

W poprzednich latach broniliśmy pojęcia zacności przed odejściem na karty słowników czy encyklopedii kultury i staraliśmy się pokazać, że osoby, które wybieramy, swoim życiem i postawą, pieczołowitą pielęgnacją takich cnót jak uczciwość, męstwo, wyrozumiałość czy szlachetność przeczą coraz powszechniejszemu przekonaniu, że zacni to „wymierający gatunek”, klasa ludzi nienowoczesnych, ba, nawet w jakimś sensie nieporadnych, a sam wyraz stał się jakoby „książkowy i przestarzały”. Damy i Kawalerowie Orderu za Zacność są żywym świadectwem, że każdego dnia, można żyć i oddychać wartościami skupionymi w pojęciu zacności, na przekór rozpędzonemu światu, w którym przeciętnemu Polakowi coraz trudniej znaleźć czas na spokojną refleksję nad swoimi czynami.

Nasze poglądy na zacność wzbogacane są licznymi świadectwami tych, dla których pojęcie to jest ciągle żywe, i którzy na co dzień doświadczają błogosławionych skutków cnót ludzi, którzy potrafią nie tylko urzeczywistniać je z osobna, lecz czynią z nich harmonijną całość – zachwycającą bliźnich melodię życia.

Nadszedł wreszcie czas, by z obrony przejść do konsekwentnego upowszechniania tego zespołu wartości nierozerwalnie związanych z tym, czym jesteśmy każdego dnia dla bliźnich i dla samych siebie. Dlatego też postanowiliśmy zaproponować dyskusję o zacności szerszemu gronu myślicieli, publicystów i językoznawców. Pierwszym, który przekazał nam swoje na ten temat uwagi, był śp. Prof. Stefan Swieżawski. Do naszych rozważań wniósł Profesor nowe, jakże ważne spojrzenie na zacność. W jego przekonaniu zacność to rodzaj sprawności, której człowiek nabywa poprzez wychowanie i żmudną pracę nad sobą, to sprawność, w której we właściwych proporcjach łączy podstawowe cnoty. Zacny – mówi Profesor – to człowiek, który ma świadomość i wierzy, że nawet najdrobniejsze jego uczynki wpływają na losy naszego świata.

Wydawać by się mogło, że podczas wyboru kawalera „Orderu za zacność” w ten sposób rozumiane pojęcie zacności będzie stanowiło dla Kapituły wielką przeszkodę, trudno bowiem znaleźć kandydata spełniającego wszystkie zawarte w nim kryteria. Świadectwa nie tylko bliskich osób jednak dowodzą, że jakże częste dzisiaj przekonanie, że zacni są już tylko odchodzącym w przeszłość symbolem, jest całkowicie nietrafne. Najpoważniejszym dylematem Kapituły jest więc, kogo wybrać spośród wielu szlachetnych osób. Nie jest bowiem łatwo dokonywać wyboru między dobrem a dobrem, ale jakże przyjemny jest to trud.

Tym bardziej cieszy nas tegoroczny wybór, wybór dokonany spośród osób z całą pewnością zasługujących na miano zacnych, znanych nam osobiście i nieznanych, o których czynach i postawie świadczyły, jakże żarliwie i niezwykle wzruszająco, liczne osoby spoza Kapituły, za co im serdecznie dziękujemy.

Wybraliśmy jednomyślnie, jako że tylko taki wybór dopuszczają reguły Kapituły, Profesora Mariana Grynberga z Warszawy, znakomitego fizyka, nauczyciela akademickiego, wychowawcę wielu pokoleń polskich fizyków, uznanego promotora nauki polskiej.

Profesor Grynberg w żadnej mierze nie odpowiada stereotypowi naukowca – zamkniętego w bibliotece lub w laboratorium uczonego, który nie bardzo się orientuje, co się poza nimi dzieje. Dla Profesora świat ludzi, ich radości i troski mają fundamentalne znaczenie. Spogląda nań nie okiem analityka, lecz przede wszystkim sercem. I zawsze dostrzega w nim bliźniego. Nie poprzestaje jednak na obserwacji. Szuka i znajduje ludzi, którym warto jest pomagać, lub którzy tej pomocy potrzebują. Robi to roztropnie, z wielką delikatnością i taktem. A jednocześnie potrafi przekonać, że to, co robi dla innych, jest słuszne i płynie z potrzeby serca. Profesor emanuje niezwykłym ciepłem i serdecznością, co sprawia, że ludzie chcą dzielić się z nim swoimi radościami i kłopotami. Zawsze potrafi znaleźć dla nich nie tylko słowa pociechy, ale także konkretną pomoc.

W dostarczonych nam świadectwach wielokrotnie powtarza się stwierdzenie, że w obecności Profesora ludzie stają się jak gdyby lepsi. Pytany, jak mu się to udaje, odpowiada: „trzeba ludzi traktować jak ludzi, a wtedy oni są po prostu ludźmi”. To wielka umiejętność, a w ujęciu Prof. Swieżawskiego – znakomita sprawność. Profesor Grynberg niezachwianie jej strzeże, aczkolwiek nieraz musiał doznawać przykrości od ludzi, dla których wszelka inność jest cierniem w oku. Przyjmuje z ogromną wyrozumiałością i takie postawy, nie ulega ich wpływom i konsekwentnie pielęgnuje swoją zacność.

Panie Profesorze, w imieniu Kapituły Dnia Stałego odznaczam Pana orderem „Za zacność” i życzę Panu, ażeby swoimi czynami, postawą, talentem, wiedzą i wrażliwością – całym życiem – nadal pokazywał Pan wszystkim, że zacność, ten „przestarzały”, „nie używany” wyraz nie odszedł w zapomnienie, i że warto pielęgnować skupione w jego znaczeniu takie „tradycyjne” cnoty jak prawość, szlachetność, altruizm, uczciwość, wyrozumiałość i skromność.

2007 r.

Oto znowu spotykamy się w tej pięknej, pełnej historycznych akcentów i wydarzeń naukowych sali, gdzie od czterech lat, dzięki uprzejmości władz Uniwersytetu Warszawskiego mamy zaszczyt samozwańczo przyznać kolejny, już ósmy, Order za Zacność.

W zeszłym roku wydawało się, że dozna uszczerbku idea znajdowania i wyróżniania niepublicznych osób, które naszym zdaniem są ucieleśnieniem wartości, które tworzą pojęcie zacności. Ubiegłoroczna kandydatka odmówiła bowiem przyjęcia tego odznaczenia. Stało się na szczęście inaczej – odmowa zaowocowała debatą z udziałem przedstawicieli różnych środowisk. Pokazała ona, że idea zacności jak i wyszukiwania osób, które nią żyją, ma sens i zakorzenia się coraz lepiej w naszych sercach. Dzięki benedyktyńskiej pracy Teresy Okoniewskiej będą Państwo mogli zapoznać się wkrótce z szczegółami tej debaty na naszej stronie internetowej.

Pytania, czym jest zacność, nie można zadać tylko raz. Jest ono jedynie kluczem do rozważań nad zespołem wartości, ich pielęgnowania i przekazywania bliźnim. Dyskutujemy nad tym już od ośmiu lat, najpierw w wąskim gronie przyjaciół, którzy postanowili utworzyć Kapitułę Dnia Stałego (Zosi Ananiczowej, Haneczki Zielińskiej, Andrzeja Ananicza, Janka Malickiego, Andrzeja Zielińskiego i mojej skromnej osoby), wspierani mądrością kolejnych Dam i Kawalerów orderu: Iwancza Gyłybowa, śp. Krzysztofa Barańskiego, Marii Krzysztofa Byrskiego, Teresy Okoniewskiej, Michaela Ryfkina, Marii Wosiek i Mariana Grynberga. Nie poprzestaliśmy jednak na tym dosyć wąskim gronie. Zaczęliśmy zadawać pytania o zacność uznanym autorytetom w dziedzinie kultury, filozofii, językoznawstwa, a także publicystom. Pierwszym, który podzielił się z nami swoimi przemyśleniami, był śp. Prof. Stefan Swieżawski. Do naszych rozważań wniósł Profesor nowe, jakże ważne spojrzenie na zacność. W jego przekonaniu zacność to rodzaj sprawności, której człowiek nabywa poprzez wychowanie i żmudną pracę nad sobą, to sprawność, w której we właściwych proporcjach łączy podstawowe cnoty. Zacny – mówi Profesor – to człowiek, który ma świadomość i głęboko wierzy, że nawet najdrobniejsze jego uczynki wpływają na losy naszego świata.

Podczas zeszłorocznej debaty o zacności wypowiedziano wiele istotnych uwag natury historycznej o funkcjonowaniu słowa „zacność” w języku, o jego miejscu w Piśmie Świętym i współczesnych rozważaniach aksjologicznych. Wszystkie te wystąpienia jak i głosy uczestników panelu potwierdziły, iż zacność, aczkolwiek odsyłana przez językoznawców i współczesnych Polaków do magazynu historii, broni się skutecznie, przejawiając się w postawach ludzi, dla których wartości, które w sobie skupia, nie tylko nie są obojętne, lecz tworzą nieodłączny element ich codziennego życia.

O zacności nie łatwo się pisze. A jednak w świadectwach o postawach i czynach uznawanych za zacne, możemy znaleźć jakże ciepłe, proste słowa o tym, jak można żyć i pracować szlachetnie, z poświęceniem dla bliźnich, z wielką wyrozumiałością wobec naszych słabości, z pokorą a zarazem mężnie – a zatem zacnie. Skrzętnie zbieramy te świadectwa i myślimy, by je w przyszłości opublikować.

W poprzednich latach broniliśmy pojęcia zacności przed odejściem na karty słowników czy encyklopedii kultury i staraliśmy się pokazać, że osoby, które wybieramy, swoim życiem i postawą, pieczołowitą pielęgnacją takich cnót jak uczciwość, męstwo, wyrozumiałość, szlachetność myśli i serdeczność wobec otaczających je ludzi przeczą coraz powszechniejszemu przekonaniu, że zacni to „wymierający gatunek”, klasa ludzi nienowoczesnych, ba, nawet w jakimś sensie nieporadnych, a sam wyraz stał się jakoby „książkowy i przestarzały”. Damy i Kawalerowie Orderu za Zacność są żywym świadectwem, że każdego dnia, można żyć i oddychać wartościami skupionymi w pojęciu zacności, na przekór rozpędzonemu światu, w którym przeciętnemu Polakowi coraz trudniej znaleźć czas na spokojną refleksję nad swoimi czynami, zaś jakże łatwo narzekać na powszechny upadek wartości i wspominać z łezką w oku „stare, dobre czasy”.

Wydawać by się mogło, że podczas wyboru damy czy kawalera „Orderu za zacność” w ten sposób rozumiane pojęcie zacności będzie stanowiło dla Kapituły wielką przeszkodę, trudno bowiem znaleźć kandydata spełniającego wszystkie zawarte w nim kryteria. Świadectwa nie tylko bliskich osób dowodzą jednak, że jakże częste dzisiaj przekonanie, iż zacni są już tylko odchodzącym w przeszłość symbolem, jest całkowicie nietrafne. Najpoważniejszym dylematem Kapituły jest więc, kogo wybrać spośród wielu szlachetnych osób. Nie jest bowiem łatwo dokonywać wyboru między dobrem a dobrem, ale jakże przyjemny jest to trud.

Trud ten wydał w tym roku jakże cenny owoc. Wybraliśmy jednogłośnie, aczkolwiek zmienione zasady głosowania dopuszczają wybór kwalifikowaną większością głosów, Panią Profesor Irenę Namysłowską z Warszawy, znanego lekarza psychiatrę i psychoterapeutkę, wychowawczynię wielu pokoleń ludzi, którzy pomagają udręczonym duszom znieść ból otaczającego nas świata i znaleźć w nim swoje godne miejsce.

Pani Profesor Namysłowska wybrała dziedzinę nauki niezwykle trudną, raczej delikatnej natury, Dziedzinę, która w świadomości ludzi nie jest pełna blasku i sukcesów, a wręcz najeżona pułapkami, niekiedy zaś ma niedobrą sławę. Mimo różnych przeszkód, na polu naukowym osiągnęła ogromne sukcesy. Nie sprowadzają się one tylko do licznych publikacji, udziału w konferencjach czy prowadzenia seminariów – mają one przede wszystkim wymiar ludzki. Wychowując wiele pokoleń psychiatrów i psychoterapeutów, zaszczepiła im Irena Namysłowska przede wszystkim wrażliwość na człowieka, któremu nie można pomagać jedynie z zawodowego obowiązku, lecz trzeba go rozumieć po ludzku, poprzez nasze doświadczenia, zwycięstwa i słabości. A czerpie tę umiejętność przede wszystkim z tego, co w sobie wytworzyła żmudną pracą, tym „wykuwaniem sprawności”, o którym tak pięknie mówił Prof. Swieżawski. Swoimi naukowymi i duchowymi umiejętnościami dzieli się nie tylko ze współpracownikami czy studentami, obdarza nimi również wszystkich, którzy mają okazję z nią się stykać, odczuwając ciepło i solidność jej przyjaźni, serdeczności i stanowczej zachęty, by zmagania z codziennością opierać na wartościach, którymi się żyje każdego dnia – na zacności. Prof. Namysłowska nad teoretyczne rozważania przedkłada bezpośrednią rozmowę nie tylko ze swoimi słuchaczami czy pacjentami, zasadę tę konsekwentnie wdraża w życiu rodzinnym. Pani Profesor jest nauczycielem osób już dojrzałych, ale wiele serca i pracy wkłada również w pracę z tymi, którzy dopiero formują swoje postawy – z dziećmi i młodzieżą.

W świecie, gdzie agresja walczy z depresją, a pojęcia etyczno-moralne stają się względne, Irena Namysłowska stoi na straży stałych wartości, nie ulega podszeptom łatwego sukcesu i sławy, lecz buduje wokół siebie przestrzeń życzliwości i dobra. Jeden ze świadków jej życia napisał, że przy Profesor Namysłowskiej czuje się godnie. Czy można znaleźć bardziej żarliwe świadectwo?

Pani Profesor, w imieniu Kapituły Dnia Stałego odznaczam Panią orderem „Za zacność” i życzę Pani, ażeby swoimi czynami, postawą, talentem, wiedzą i wrażliwością – całym życiem – nadal pokazywała Pani wszystkim, że zacność, ten „przestarzały”, „nie używany” wyraz nie odszedł w zapomnienie, i że warto pielęgnować skupione w jego znaczeniu takie „tradycyjne” cnoty jak prawość, szlachetność, altruizm, uczciwość, wyrozumiałość i skromność, że warto żyć dla zacności.

2008 r.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie – Drodzy Przyjaciele i Sympatycy Kapituły Dnia Stałego, Drodzy Goście

Upłynął kolejny rok naszych rozważań nad tak delikatną materią, jaką jest zacność. Kolejny rok, który nam wszystkim, a zwłaszcza członkom Kapituły Dnia Stałego, dał możliwość pogłębiania gorących niekiedy dyskusji nad zjawiskiem, ba, splotem postaw i wartości, które na miano zacności zasługują. Spotykamy się znowu w tych murach, gdzie historia przeplata się z nauką, a nasza uroczystość znalazła sobie miejsce dzięki wielkiej życzliwości Ich Magnificencji Rektorów Uniwersytetu Warszawskiego.

Pytania, czym jest zacność, nie stawia się tylko raz. Jest ono jedynie kluczem do rozważań nad zespołem wartości, ich pielęgnowania i przekazywania bliźnim. Dyskutujemy nad tym już od dziewięciu lat, najpierw w wąskim gronie przyjaciół, którzy samozwańczo postanowili utworzyć Kapitułę Dnia Stałego (Zosi Ananiczowej, Haneczki Pińkowskiej-Zielińskiej, Andrzeja Ananicza, Janka Malickiego, Andrzeja Zielińskiego i mojej skromnej osoby), wspierani mądrością kolejnych Dam i Kawalerów Orderu za Zacność: Iwancza Gyłybowa, śp. Krzysztofa Barańskiego, Marii Krzysztofa Byrskiego, Teresy Okoniewskiej, Michaela Ryfkina, Marii Wosiek, Mariana Grynberga i Ireny Namysłowskiej. Ich doświadczenie i praktykowanie zacności jest dla Kapituły bezcenną wartością. To Damy i Kawalerowie nadają dzisiaj ton debacie, ukazując nam nowe, jakże fascynujące oblicze zacności.

Zaczęliśmy również zadawać pytania o zacność uznanym autorytetom w dziedzinie kultury, filozofii, językoznawstwa, a także publicystom. Pierwszym, który podzielił się z nami swoimi przemyśleniami, był śp. Prof. Stefan Swieżawski. Do naszych rozważań wniósł Profesor nowe, jakże ważne i przenikliwe spojrzenie na zacność. W jego przekonaniu zacność to rodzaj sprawności, której człowiek nabywa poprzez wychowanie i żmudną pracę nad sobą, to sprawność, w której we właściwych proporcjach łączy podstawowe cnoty. Zacny – mówi Profesor – to człowiek, który ma świadomość i głęboko wierzy, że nawet najdrobniejsze jego uczynki wpływają na losy naszego świata.

Podczas debaty o zacności, którą zorganizowaliśmy dwa lata temu, wypowiedziano wiele istotnych uwag natury historycznej o funkcjonowaniu słowa „zacność” w języku polskim, o jego miejscu w Piśmie Świętym i we współczesnych rozważaniach aksjologicznych. Wszystkie te wystąpienia jak i głosy uczestników debaty potwierdziły, iż zacność, aczkolwiek odsyłana przez językoznawców i współczesnych Polaków na karty historii, broni się skutecznie, przejawiając się w postawach ludzi, dla których wartości, które w sobie skupia, nie tylko nie są obojętne, lecz tworzą nieodłączny element ich codziennego życia.

O zacności nie łatwo się pisze. Niemniej w licznych świadectwach o postawach i czynach uznawanych za zacne, możemy znaleźć jakże ciepłe, proste słowa o tym, jak można żyć i pracować szlachetnie, z poświęceniem dla bliźnich, z wielką wyrozumiałością wobec naszych słabości, z pokorą a zarazem mężnie – a zatem zacnie. Skrzętnie zbieramy te świadectwa i sądzimy, że kiedyś ujrzą światło dziennie.

W poprzednich latach broniliśmy pojęcia zacności przed odejściem na karty słowników czy encyklopedii kultury i staraliśmy się pokazać, że osoby, które wybieramy, swoim życiem i postawą, pieczołowitym pielęgnowaniem takich cnót jak uczciwość, męstwo, wyrozumiałość, szlachetność myśli, życzliwość i serdeczność wobec otaczających je ludzi przeczą powszechnemu przekonaniu, że zacni to „wymierający gatunek”, klasa ludzi nienowoczesnych, ba, nawet w jakimś sensie nieporadnych, a sam wyraz stał się jakoby „książkowy i przestarzały”. Damy i Kawalerowie Orderu za Zacność są żywym świadectwem, że każdego dnia, można żyć i oddychać wartościami skupionymi w pojęciu zacności, na przekór rozpędzonemu światu, w którym przeciętnemu Polakowi coraz trudniej znaleźć czas na spokojną refleksję nad swoimi uczynkami i postawami, natomiast jakże łatwo udaje się nam narzekać na powszechny upadek wartości, brak autorytetów i wspominać z łezką w oku „stare, dobre czasy”.

Nasze rozważania nad zacnością snute w ciągu ostatniego roku na niekiedy bardzo ożywionych posiedzeniach Kapituły wydały niezwykle szlachetny owoc. Owoc w postaci dwojga ludzi – kobiety i mężczyzny – rodziny, którzy czynią w swoim życiu to, co na miano zacności z pewnością zasługuje. Na co dzień przebywają w jakże odrębnych światach – ona przekazuje i zaszczepia młodym ludziom miłość do muzyki, tej zdawało by się niezwykle abstrakcyjnej dziedziny kultury, starając się im pokazać, że piękne dźwięki i ich harmonia nie jest tylko samą w sobie radością tworzenia i odtwarzania, lecz mają niezwykły wpływ na postawy, wartości i stosunek do świata. On – każdego dnia staje twarzą w twarz z ludzkim nieszczęściem i cierpieniem. Jako wybitny chirurg niezwykle zasłużony w transplantologii nie zamyka się w świecie nauki i eksperymentu, lecz wyciąga pomocną dłoń, służy wiedzą i ogromnym doświadczeniem i wspiera jakże ważnym, ciepłym, pełnym życzliwości słowem każdego, kto jej potrzebuje i robi to z pasją i niezwykłym, przekraczającym zapisane w przysiędze Hipokratesa obowiązki lekarza poświęceniem. Obydwoje – tworzą splot cnót, życzliwości, ofiarności i skromności, wręcz nieuchwytnie zespalających się w taki rodzaj zacności, która wychodzi poza ich rodzinę i ogarnia osoby, które napotyka na drodze swojego życia.

Stojąc na stanowisku, że rodzina ta uznaje, tworzy i przekazuje wartości w nierozerwalnej harmonii dwojga dusz, Kapituła wybrała jednogłośnie Państwa Barbarę i Bogdana Michałowiczów z Warszawy, ludzi, którzy całym swoim życiem dają świadectwo, że wartości skupione w pojęciu zacności są fundamentem, na którym zawsze warto budować, a to, co wybudujemy, będzie trwałe i mocne, odporne na jakże częste przejawy agresji i zniechęcenia, a jednocześnie twórcze, wrażliwe i serdeczne wobec bliźnich.

Szanowni Państwo, w imieniu Kapituły Dnia Stałego odznaczam Państwa orderem „Za zacność” i życzę Państwu, ażeby swoimi czynami, postawą, talentami, wiedzą i wrażliwością – całym życiem – nadal pokazywali Państwo wszystkim, że zacność, ten „przestarzały”, „nie używany” wyraz nie odszedł w zapomnienie, i że warto pielęgnować skupione w jego znaczeniu takie „tradycyjne” cnoty jak prawość, szlachetność, uczciwość, wyrozumiałość i skromność, że warto żyć dla zacności.

2009 r.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie – drodzy przyjaciele i sympatycy Kapituły Dnia Stałego i promowania idei zacności, Drodzy Goście!

Upływa już dziesięć lat, od kiedy po raz pierwszy ujrzał światło dzienne pomysł odznaczania Orderem za Zacność ludzi, którzy - w opinii pomysłodawców – całym swoim codziennym życiem i jakże często nie zauważanymi i niedocenianymi czynami wpływają na nasz świat w taki sposób, by stawał się on lepszy, choćby w najdrobniejszej swojej cząstce. Kiedy zaczynaliśmy, działaliśmy spontanicznie: Andrzej i Zosia Ananiczowie, Haneczka Pińkowska-Zielińska z mężem Andrzejem, Jan Malicki i wygłaszający tę laudację. Idea pokazywania i honorowania tego rodzaju ludzi wydawała się tak oczywista, tak jasna i prosta, że zabraliśmy się do jej wcielania w życie z przekonaniem, że to, co robimy, jest głęboko słuszne. Następne lata, kolejne wybory, potwierdziły - jestem tego pewien – to przekonanie.

Jubileusze są zazwyczaj okazją do podsumowań. Jakkolwiek można by poddać ocenie prace naszej samozwańczej Kapituły, to – na szczęście – tego rodzaju podsumowań nie da się zastosować do idei zacności. Można jednak spróbować pokazać, jak rozwijało się myślenie o tym, co tę ideę tworzy. A w tym myśleniu mają swój wielki udział kolejne Damy i Kawalerowie Orderu za Zacność: Iwanczo Gyłybow – człowiek skromny, szlachetny i prawy, który nie ukrywa, że tego rodzaju odznaczenie jest w jego życiu wielkim wyzwaniem; Śp. Krzysztof Barański – za życia łączył niezwykłą wrażliwość artystyczną z tym, co „ziemskie” i codzienne; Prof. Maria Krzysztof Byrski – pokazuje, w jaki sposób da się łączyć niekiedy bardzo egzotyczne i trudne do zrozumienia idee z serdeczną opieką nad tymi, którym należy pomóc; Teresa Okoniewska – entuzjastka i mistrzyni wcielania w czyn praktycznie wszystkiego tego, co zacność stanowi; Prof. Michael Ryfkin – honorowy Kawaler Orderu za Zacność – to on pierwszy rzucił pomysł ustanowienia naszego odznaczenia; dr Maria Wosiek – nasz dobry duch zacności, życzliwa, twórcza i niestrudzona; Prof. Marian Grynberg – fizyk, który życiem głosi, że wysublimowane rozważania teoretyczne są niczym, jeżeli zapomina się o człowieku i jego codziennych troskach; Prof. Irena Namysłowska – niestrudzenie pomaga tym, którzy mają problem ze światem i ze sobą, wyszukując i otaczając ich życzliwą opieką; Barbara i Bogdan Michałowiczowie – swoim życiem dowodzą, że połączenie pracy nauczyciela muzyki i lekarza owocuje odczuwaną na każdym kroku niezwykłą wrażliwością na ludzki ból i krzywdę. To właśnie oni nieustannie rozwijają, umacniają i pogłębiają myślenie o zacności, a w praktyce ją – o ile się mogę tak wyrazić – uprawiają.

Przez te dziesięć lat staraliśmy się docierać również do ludzi, którzy snuli rozważania nad ideą zacności. Byli wśród nich Śp. Prof. Stefan Swieżawski. Jakże słusznie zwrócił uwagę na to, że „zacność to rodzaj sprawności, której człowiek nabywa poprzez wychowanie i żmudną pracę nad sobą, to sprawność, w której we właściwych proporcjach łączy podstawowe cnoty. Zacny – mówi Profesor – to człowiek, który ma świadomość i głęboko wierzy, że nawet najdrobniejsze jego uczynki wpływają na losy naszego świata”, Podczas debaty o zacności, która odbyła się w tych historycznych murach trzy lata temu (tu pragnę podziękować Ich Magnificencjom, Rektorom Uniwersytetu Warszawskiego za udzieloną nam gościnę) Prof. Dubisz przedstawił aspekty językowe tego jakże trudno oddawanego w innych językach wyrazu, ojciec Jacek Salij – skoncentrował się na zacności w Piśmie Świętym, a dr hab. Grażyna Szwat-Gyłybowa opisywała i analizowała zacność w jej relacjach z kulturą i światem wartości.

Szczególną rolę w kształtowaniu myślenia o zacności odgrywają autorzy świadectw o ludziach, spośród których wybieramy damy i kawalerów orderu. Świadectwa te, wzruszające, bezpośrednie i otwarte, uświadamiają nam i utrzymują nas w przekonaniu, że ludzie zacni żyją między nami, przekazują bliźnim to, co w nich najszlachetniejsze – wpływają na losy świata, że nie są odchodzącym w przeszłość, „wymierającym gatunkiem”, o którym wspomina się z łezką w oku podczas niekończących się rozmów Polaków.

W takiej atmosferze i w tego rodzaju przekonaniu dokonaliśmy po raz dziesiąty wyboru. Mam zaszczyt ogłosić, że Kapituła Orderu za Zacność przyznała order Pani Barbarze Winklowej z Makowa.

Wytrwała badaczka twórczości Boya, Iżykowskiego i Żmichowskiej, a więc dziedziny, która wymaga niezwykłej skrupulatności, żmudnego ślęczenia w bibliotekach i archiwach, nie zamknęła się w tej jakże ekskluzywnej „wieży z kości słoniowej”. Podczas swoich peregrynacji badawczych po świecie ksiąg, dokumentów i świadectw Barbara Winklowa pilnie wsłuchiwała się w otaczający ją świat, a przede wszystkim w ludzi, którzy nierzadko skazani na przebywanie poza krajem, potrzebowali ciepłego słowa, przyjaznej ręki i czułej opieki. Wrażliwa i praktyczna, nie zrażała się trudnościami, nie stanowiła dla niej przeszkody niekiedy znaczna odległość od tych, którzy potrzebują. Praktyczna i mądra, serdeczna i wytrwała, pokazuje swoim życiem, jak trzeba pielęgnować zacność i postępować, ażeby dzielić się nią z bliźnimi. A w czas dla nas najtrudniejszy, kiedy zdecydowane postawy pozwalają nam przetrwać, Barbara Winklowa nie wahała się wyciągnąć ręki do ludzi, nad którymi zawisła groźba epoki. Cicho, bez rozgłosu pomagała im żyć i pracować dla naszego wspólnego dobra. W jednej z laudacji pisałem, że zacnością się żyje i oddycha. Pani Barbara Winklowa nie tylko to czyni, ona swoją zacnością obdarza tych, którym ten splot wartości jest tak bardzo potrzebny w trudnych chwilach naszych ziemskich dni.

Szanowna Pani, w imieniu Kapituły Dnia Stałego odznaczam Panią orderem „Za zacność” i życzę, ażeby swoimi czynami, postawą, talentem, wiedzą i wrażliwością – całym życiem – nadal dowodziła Pani wszystkim, że zacność, ten „przestarzały”, „nie używany” wyraz nie odszedł w zapomnienie, i że warto pielęgnować skupione w jego znaczeniu takie „tradycyjne” cnoty jak prawość, szlachetność, uczciwość, wyrozumiałość i skromność, że warto żyć dla zacności.

2010 r.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie – Drodzy Przyjaciele i Sympatycy Idei Orderu za Zacność, Drodzy Goście

Zaczynamy drugą dekadę przyznawania Orderu za Zacność, a zarazem drugą dekadę rozważań nad znaczeniem, kształtem i funkcją w życiu wszystkich tych cech, postaw i czynów, które słowo zacność skupia, wywołuje, i do których zobowiązuje. Rozmawiamy o tym dlatego, że idea zacności ma w sobie coś nieuchwytnego, otwartego, pełnego wewnętrznej dynamiki przejawiającej się w tym, co czynią ci, których uznaje się za zacnych. Rozmawiamy też na przekór opiniom o tym, że zacność wyszła nie tylko ze słowników, ale i z mody, że być zacnym to trochę staroświeckie, nienowoczesne, nie na dzisiejsze czasy.

Nasza rozmowa trwa już jedenaście lat i przybiera różne formy. Zaczęliśmy w niewielkim gronie przyjaciół, które już trzydzieści lat spotyka się w tym samym dniu i rozmawia w serdecznej, nieraz kipiącej od namiętnych dyskusji atmosferze, o tym, co jest dla nas ważne. Pierwszym, w samej rzeczy intuicyjnym przekonaniem było to, że podstawowe wartości i ich uprawianie trzeba przedstawiać na różne sposoby. Ta krótka rozmowa przed wielu laty nie doprowadziła do stworzenia zgrabnych definicji czy wielkich teorii, zaowocowała jednak konkretnym działaniem – ustanowiliśmy spontanicznie Order za Zacność. Potem, kiedy do naszego grona dołączały kolejno odznaczane osoby, zrodził się głęboki namysł, czym jest zacność i jakie powinny się w niej mieścić cnoty. Dyskusje prowadziły w różnych kierunkach: spieraliśmy się niejednokrotnie, jak dawać sobie radę z zacnością w przypadku tych, którzy ją mają wpisaną w zasadach wykonywanych przez siebie zawodów. Wprowadziliśmy zasadę zbierania świadectw o zacności proponowanych w naszym gronie, ale też przez osoby spoza Kapituły kandydatów do orderu. Wtedy też okazało się, jakże trudno jest pisać, albo dobrze przedstawiać te wartości, które intuicyjnie świetnie się wyczuwa, ale w słowach wyraża się je niełatwo. Tym cenniejsze okazują się takie świadectwa. Zbieramy je skrzętnie z nadzieją, że może kiedyś ujrzą światło dzienne, są one bowiem niezwykle wzruszającymi dowodami, że wielu jest wśród nas ludzi wykutych ze szlachetnego kruszcu, nie ludzi-pomników, lecz praktyków, którzy dzielą się obficie swoją szlachetnością z bliźnimi.

Wreszcie odwołaliśmy się do autorytetów myśli z zapytaniem, jak rozumieją nie tylko znaczenie słowa zacność, lecz również jak to znaczenie powinno się urzeczywistniać w życiu. Śp. Prof. Świerzawski dał w krótkiej wypowiedzi niezwykle zwarty opis tego, czym jest dla niego zacność. Pozwalam sobie zacytować słowa Profesora, stanowią ono drogowskaz w naszym myśleniu. „Zacność to rodzaj sprawności, której człowiek nabywa poprzez wychowanie i żmudną pracę nad sobą, to sprawność, w której we właściwych proporcjach łączy podstawowe cnoty. Zacny – mówi Profesor – to człowiek, który ma świadomość i głęboko wierzy, że nawet najdrobniejsze jego uczynki wpływają na losy naszego świata”. Niezwykle cennymi refleksjami podzielili się z nami również Prof. Dubisz, o. Jacek Salij i dr hab. Grażyna Szwat-Gyłybowa, którzy zorganizowanej trzy lata temu debaty, uświadomili nam jak przebiegał rozwój i jakie niesie konotacje kulturowe ten podobno przestarzały wyraz.

Nie, nie wyczerpaliśmy jeszcze naszych rozważań i zawsze chętnie wsłuchujemy się w głosy, które niekiedy w sposób krytyczny oceniają nas, zespół wartości, nad którymi debatujemy, czy proponują przesunięcie akcentu z indywidualnych postaw i praktyk na działania pobudzające całe grupy ludzi i środowiska do tworzenia postaw i podejmowania czynów, które z pewnością można określić jako zacne.

Z takim bagażem intelektualno-praktycznym przystąpiliśmy do kolejnych, jak zwykle niełatwych, wyborów spośród kandydatów do Orderu za Zacność. Trudność polega na tym, że nie brakuje ludzi, którzy spełniają coraz lepiej opisane w miarę upływu czasu kryteria.

Mam zaszczyt ogłosić, że Kapituła Dnia Stałego przyznała Order za Zacność Pani Joannie Święcickiej z Warszawy.

Pani Joanna Święcicka część swojego życia poświęciła temu, co dla przeciętnego człowieka wydaje się niezwykle abstrakcyjne, ba, wręcz niewyobrażalnie niezrozumiałe – czystej matematyce. Obracając się pośród niewątpliwie fascynujących teorii geometrii algebraicznej, znakomicie poruszając się wśród deformacji wiązek algebraicznych, czy kombinatorycznych metod opisywania rozmaitości, dla których istnieje dobry iloraz przy działaniu grupy reduktywnej, nie uległa pokusie zamknięcia się wśród wysublimowanych abstrakcji, które dają komfort rozmyślania i pracy i zyskują poklask bliskiego sobie środowiska. A przecież jest jeszcze ta sfera, którą powszechnie określa się mianem „codziennego życia”. Czy da się je połączyć? Pani Święcicka nie tylko dowodzi, że jest to możliwe, lecz nadal pokazuje swoimi czynami, że ta trudna sztuka jest na wyciągnięcie ręki. Nie rzecz w tym, by mieć specjalny dar, lecz w tym, by poprzez żmudną pracę, „trening cnót”, o którym pisał śp. Prof. Świerzawski, osiągać taki poziom wrażliwości intelektualnej i intuicyjnej, który tworzy to, co nazywamy zacnością. Warto również dodać jeszcze i to, że nieodzowna jest również równowaga tych cnót – Pani Joanna ją posiada. Myślenie i serdeczność wobec bliźnich, trudne operacje intelektualne i wrażliwość na ludzkie nieszczęście, abstrakcyjne teorie i codzienne, zwykłe staranie, żeby dodać otuchy i wyciągnąć pomocną dłoń do tych, którzy wydają się bezradni i są opuszczeni – oto spoiwo, szlachetny kruszec myśli i czynu, którym Pani Joanna Święcicka dzieli się z bliźnimi każdego dnia. Nie poprzestaje jednak na tym, podejmuje się zadań, które wykraczają poza opiekę nad poszczególnymi osobami, idzie dalej i z odwagą przyjmuje zadania i funkcje, które niewątpliwie wpisują się w nasze pojmowanie zacności.

Szanowna Pani, w imieniu Kapituły Dnia Stałego odznaczam Panią orderem „Za zacność” i życzę, ażeby swoimi czynami, postawą, talentem, wiedzą i wrażliwością – całym życiem – nadal dowodziła Pani wszystkim, że zacność, ten „przestarzały”, „nie używany” wyraz nie odszedł w zapomnienie, i że warto pielęgnować skupione w jego znaczeniu takie „tradycyjne” cnoty jak prawość, szlachetność, uczciwość, wyrozumiałość i skromność, że warto żyć dla zacności.

2011 r.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie, Drodzy Przyjaciele Kapituły Dnia Stałego, Szanowni Goście

Spotykamy się już po raz dwunasty, by promować, propagować i honorować zespół wartości, których człowiek nie dziedziczy, lecz je poznaje przede wszystkim w dzieciństwie i młodości, a potem, w dorosłym życiu, stara się je praktykować, rozwijać i wzmacniać. Mówię o takim splocie wartości i postaw, który określany jest w polszczyźnie jednym, krótkim, jakże trudno przetłumaczalnym na inne języki słowem – mówię o zacności.

Spotykamy się więc po raz kolejny właśnie tutaj, w miejscu, gdzie nie tylko piękne wnętrza, ale również otoczenie podkreślają powagę tej uroczystości i niezwykłe przymioty osób, które zostały uhonorowane naszym orderem. Dzięki Rektorom Uniwersytetu Warszawskiego, Prof. Węgleńskiemu, a obecnie Pani Prof. Chałasińskiej-Macukow coraz liczniejsze kapitulne grono zyskuje sposobność przedstawiania szerszej publiczności wyników naszych niełatwych wyborów. Niełatwych, ponieważ – o dziwo! – o zacności nie opowiada się łatwo. Zapewne wina to naszego języka i tak syntetycznego przedstawienia całej palety wartości w tym jednym, krótkim słowie. Przecież wszyscy dobrze rozumiemy, kto jest zacny, po co więc rozkładać na „czynniki pierwsze” tę oczywistość? Kiedy prosimy o świadectwa o osobach uznawanych za zacne, spotykamy się często z bezradnym rozkładaniem rąk, czy z uwagami, że o takich sprawach trudno jest pisać, ponieważ je się przede wszystkim odczuwa i widzi. Proszę mi wierzyć, że kiedy zaczynaliśmy urzeczywistniać ideę przyznawania Orderu za Zacność, stanęliśmy przed tym samym problemem i nie jestem przekonany, że ktoś spośród członków Kapituły, nie mówiąc już o jej założycielach, jest gotów z całą pewnością przedstawić definicję zacności. I całe szczęście, że się tak dzieje, życie bowiem pisze coraz to nowe, jakże barwne scenariusze zacności, tak zaskakujące dzięki ich twórcom, że z roku na rok stajemy przed nowymi wyzwaniami etycznymi, a co za tym idzie, definicyjnymi.

Jak wielu z Państwa wiadomo, założyliśmy Kapitułę Dnia Stałego jako niewielka, samozwańcza grupa przyjaciół, a więc Zosia i Andrzej Ananiczowie (właśnie przylecieli z Pakistanu, gdzie reprezentują Polskę), Haneczka Pinkowska i Andrzej Zieliński (zapewne wprost ze swoich uroczych Nadułek), Janek Malicki (teraz prawdopodobnie gdzieś w Wilnie, Mińsku lub Kijowie stara się uczyć, na czym polega demokracja) i moja skromna osoba, postawiła sobie, całkiem spontanicznie, za cel wyszukiwanie i pokazywanie bliźnim ludzi, którzy zasługują na miano zacnych. W tych poszukiwaniach niezwykle pomagali i pomagają nam kolejne Damy i Kawalerowie Orderu za Zacność – Iwanczo Gyłybow, Śp. Krzysztof Barański, Maria Krzysztof Byrski, Teresa Okoniewska, Michael Ryfkin, Maria Wosiek, Irena Namysłowska, Marian Grynberg, Barbara i Śp. Bogdan Michałowiczowie, Barbara Winklowa i Joanna Święcicka. Tworzą oni nie tylko żywy przykład zacności, lecz również, poprzez swoje doświadczenie, wrażliwość i szlachetność, a niekiedy przez brzemię, jakie nakłada na nich to wyróżnienie, pogłębiają i rozszerzają znaczenie pojęcia zacności, nadal jeszcze trudnego do precyzyjnego zwerbalizowania. Nawet zorganizowany kilka lat temu w tych murach panel poświęcony zacności nie dał dokładnej odpowiedzi, czym jest zacność – naświetlił jedynie kierunki poszukiwań, uświadomił fakty, a jego uczestnicy podzielili się z nami ciekawymi spostrzeżeniami i przemyśleniami.

Dotychczasowe rozumienie zacności, a co za tym idzie wybór Damy lub Kawalera Orderu za Zacność, koncentrował się przede wszystkim na jednostce, która skupia w sobie podstawowe wartości i dzieli się nimi z bliźnimi. Punkt ciężkości padał więc na takie cnoty jak: szlachetność, prawość, uczciwość, urzeczywistniane każdego dnia przez poszczególne kandydatki i kandydatów. Nie ukrywam, że wybór nigdy nie był łatwy, kandydaci są bowiem ludźmi spełniającymi znakomicie te kryteria i zazwyczaj decyduje jeden szczególny element ich życia, który przechyla szalę na czyjąś korzyść. Tego rodzaju wybór ma też dobre strony – dokonując go, Kapituła nie zapomina o tych, którzy akurat w danym roku nie zostali wybrani. Niemniej nieustannie kieruje nami chęć odkrywania nie tylko nowych wymiarów pojęcia zacności, lecz także nowych jej postaci w czynach i życiu ludzi. Wszystko wskazuje na to, że i w tym roku znaleźliśmy osobę, która w sposób niezwykle oryginalny pokazuje, że zacnością nie tylko się żyje, lecz także, że ją się rozmnaża.

Ileż to razy słyszeliśmy, że ktoś jest zacny, bo taki spokojny, cierpliwy i…. nie wadzący nikomu. Nie trzeba go więc brać zbyt poważnie. Albo też, że zacny człowiek, przedmiot czy trunek, to ktoś lub coś dobrego, ale trochę anachroniczne, niedzisiejsze. Jednakże ci, którzy tak sądzą, bardzo często nie zauważają, że można tak działać, tak pobudzać, żeby tworzyć nowe byty, które w istotę swojego działania mają wpisane tworzenie postaw i kształtowanie ludzi do zacności. Nasz tegoroczny Kawaler Orderu za Zacność jest tego żywym przykładem.

Wybraliśmy Pana Jana Jakuba Wygnańskiego ze starego Żoliborza, człowieka skromnego, który już wiele lat temu swoją postawą pokazał, że nie sława i publiczne uznanie, nie zaszczyty i blask reflektorów są ważne w życiu. Życie według Wygnańskiego to ciągłe działanie, ażeby czynić dobro, ale też by je inicjować, wszczepiać je bliźnim, którzy chcą pomagać ludziom, budując organizacje – nie zawaham się powiedzieć – rozsadniki zacności. Tegoroczny Kawaler Orderu za Zacność bardzo konsekwentnie tworzy organizacje pozarządowe i programy społeczne, wspiera i zachęca do działania na rzecz tych, którym się z różnych powodów nie udało włączyć w dzisiejszą, jakże trudną rzeczywistość. Nie szermuje wielkimi słowami, ale swoim intelektem i przekonaniem o słuszności swojego wyboru, stwarza możliwości, by stawać się zacnym w wymiarze publicznym i indywidualnym. Próbuje, i to z dobrym skutkiem, zaszczepiać ideę pomocy w całym kraju. I chociaż niekiedy spotyka się ze słowami krytyki, nie załamuje rąk, ale stara się ulepszać swoje dzieła, pokazując, że warto dokładać starań, by inni, czasem nie zdając sobie z tego sprawy, wchodzili w krąg cnót, które z pewnością stanowią fundament zacności.

Szanowny Panie, w imieniu Kapituły Dnia Stałego odznaczam Pana orderem „Za zacność” i życzę, ażeby swoimi czynami, postawą, talentami, wiedzą i rozumem – całym życiem – nadal dowodził Pan wszystkim, że zacność, ten „przestarzały”, „nie używany” wyraz nie odszedł w zapomnienie, i że warto pielęgnować i zaszczepiać bliźnim skupione w jego znaczeniu takie „tradycyjne” cnoty jak prawość, szlachetność, uczciwość, wyrozumiałość i skromność, że warto żyć dla zacności.

2012 r.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie, Drodzy Przyjaciele Kapituły Dnia Stałego!

Upłynął kolejny rok od chwili, kiedy spotkaliśmy się w tych historycznych progach, ażeby wręczyć Order za Zacność. W ciągu tych jakże szybko upływających dwunastu miesięcy Kapituła kontynuowała nieprzerwaną podróż po krainie zacności. Krainie, której nie można określić mianem „terra incognita”, spotyka się bowiem w niej wielu ludzi, którzy, jak tego doświadczamy, są przekonani, że czynić dobro jest ich podstawowym obowiązkiem, choćby się wydawało, że to iście syzyfowa praca w świecie, który nie rozpieszcza nas na co dzień uśmiechem. Podróżujemy więc dalej z przekonaniem, że to co od trzynastu już lat robimy, tworzy jakość, o której da się powiedzieć, że ma znaczenie w niemałym kręgu ludzi, którzy starają się czynić nasz świat lepszym.

Rozpoczęliśmy tę podróż bez przygotowania, intuicyjnie i żywiołowo, czując, że powinno się szukać, znajdować, pokazywać a wreszcie honorować tych, którzy w codziennym, pełnym zaskakujących zwrotów sytuacji i zdarzeń życiu nie tracą przekonania, że wbrew wszelkim przeciwnościom trzeba wykonywać to, co uznają za godne i przyzwoite.

Wyruszyliśmy więc w tę podróż najpierw w szóstkę, bez „infrastruktury”, statutów, czy procedur. Ot, grupa przyjaciół, niekiedy postrzegana zapewne jako ludzie o nazbyt samozwańczych chęciach do wyszukiwania ludzi zacnych, może trochę donkiszotów goniących za mirażem w świecie zaskakującym nas nieraz osiągnięciami i wzbudzającymi kontrowersje skutkami nowoczesnej technologii. Kiedy zaczynaliśmy, Zosia Ananiczowa, Haneczka Pinkowska-Zielińska, Andrzej Ananicz, Janek Malicki, Andrzej Zieliński i ja, zapewne nie zdawaliśmy sobie sprawy, że Kapituła Dnia Stałego, a więc na początku grono przyjaciół, które umyśliło sobie już dawno temu spotykać się tego samego dnia (ten zwyczaj trwa już z górą trzydzieści lat), rozrośnie się i będzie się nadal powiększała.

W ciągu ostatnich lat słowo zacność przeżywa swego rodzaju renesans. Używane jest często, a może zbyt często, na określenie przede wszystkim dobrych, lubianych, sprawiających przyjemność przedmiotów i zjawisk (zacne wino, zacne miejsce, zacna atmosfera). Natomiast nie słyszymy go prawie wcale na określenie ludzi, którzy, na przekór wszelkim przeciwnościom a nierzadko niegodziwościom naszej codziennej egzystencji, pokazują, że takie cnoty jak szlachetność, wyrozumiałość, tolerancja i przyzwoitość, są podstawą do życia godnego, przyjaznego bliźnim w trudnych i łatwych chwilach ich życia.

W wyniku licznych, niekiedy nawet publicznych, debat doszliśmy do wniosku, że człowiek zacny to nie pomnik, czy wzorzec cnót, to przede wszystkim praktyk, dla którego podstawowe pojęcia etyczne są chlebem powszednim. Nie zapomina o ciągłym ich wzmacnianiu, rozwijaniu, dzieleniu się nimi z tymi, którym służy, dla których pracuje, lub którymi się opiekuje. Nie narzuca ich, nie jest mentorem ani wielkim analitykiem, który po żmudnych spekulacjach intelektualnych dochodzi do wniosku, że właśnie takim powinno się być, lub że zacnym być wypada. Zacność to zbiór cnót na każdy dzień, trudnych do wykonania, które trzeba nieustannie podtrzymywać, pielęgnować i hołubić, by nie stały się tylko słowną ozdobą. Nie poprzestajemy jednak na tak zawężonej definicji. Z każdym rokiem, wraz z nowymi Damami i Kawalerami Orderu za Zacność poszerzamy tę definicję, wiedząc, że każdy zacny człowiek urzeczywistnia swoją zacność w inny, charakterystyczny dla siebie sposób, dodając do naszych refleksji nowe elementy i poszerzając nasze horyzonty myślenia o tak niekiedy trudno definiowalnych zespołach wartości.

Wszystko, co tu powiedziałem, ma odzwierciedlenie w świadectwach przekazywanych nam każdego roku przez tych, którzy podzielają nasze przekonanie, że trzeba ciągle przypominać o ludziach zaliczanych jakże często, a przecież niesłusznie do „wymierającego gatunku”.

W tym roku Kapituła postanowiła przyznać Order za Zacność Państwu Annie i Wojciechowi Błaszczykom z Warszawy. Państwo Błaszczykowie wykonują pracę, która wymaga nie tylko ogromnej precyzji i umiejętności, lecz również niezwykłego wyczucia i taktu. Do ich zakładu przychodzą bowiem zarówno ludzie potrzebujący okularów, jak i rodzice szukający pomocy dla swych pociech, którym grozi poważna wada wzroku, a w konsekwencji nawet jego utrata. W swoim zakładzie optycznym Państwo Błaszczykowie nie tylko radzą, ćwiczą z dziećmi i wytwarzają tak ważne w dzisiejszych czasach pomoce optyczne, lecz również otaczają potrzebujących troskliwą opieką i zawsze wspierają ich duchowo, w swojej wrażliwości zdają sobie bowiem sprawę, jaki wstrząs wywołuje u człowieka i jaki ma wpływ na jego dalsze życie utrata wzroku, nawet choćby była powolna. Wytwarzają taką atmosferę serdeczności, delikatności i życzliwości, że chce się do ich zakładu wracać, żeby choć przez chwilę z nimi pobyć. Ale ich chęć pomocy potrzebującym na tym się nie kończy. Idą przez życie, bacznie zwracając uwagę na ludzkie nieszczęścia, a gdy je zauważają, lub się o nich dowiadują, nie szczędząc wysiłku ni kosztów, podają dłoń, starając się, by gest ten był przyjęty jako pomoc płynąca z serca.

Szanowni Państwo! W imieniu Kapituły Dnia Stałego odznaczam Państwa orderem „Za zacność” i życzę, ażeby swoimi czynami, postawą, talentami, wiedzą, wrażliwością i rozumem – całym życiem – nadal dowodzili Państwo wszystkim, że zacność, ten „przestarzały”, „nie używany” wyraz nie odszedł w zapomnienie, i że warto pielęgnować i zaszczepiać bliźnim skupione w jego znaczeniu takie „tradycyjne” cnoty jak prawość, szlachetność, uczciwość, wyrozumiałość i skromność, że warto żyć dla zacności.

2013 r.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie, Drodzy Przyjaciele Dnia Stałego, Drodzy Goście!

Już po raz czternasty, a w tej pięknej sali po raz dziesiąty, przychodzi mi wygłaszać laudację poświęconą osobie, którą Kapituła dnia Stałego uznała za zacną. Wielu spośród tu obecnych uczestniczyło w tej uroczystości co najmniej kilkakrotnie, znajdują się jednak wśród nas i tacy, dla których nasze przedsięwzięcie może wydawać się nowe, nieznane, a zapewne nieco niejasne.

Oto grupa przyjaciół związana ze sobą od ponad trzydziestu lat, Zosia i Andrzej Ananiczowie, Haneczka Pinkowska-Zielińska i Andrzej Zieliński, Janek Malicki i moja skromna osoba, doszliśmy pewnego dnia do wniosku, że warto wyszukiwać i odznaczać zupełnie prywatnym orderem ludzi, którzy już coraz rzadziej określani są mianem zacnych. To prawda, że tego wyrazu używa się już nieczęsto i zapewne niebawem będzie miał znaczenie bardzo uproszczone, a dzisiaj – zwłaszcza wśród młodszych pokoleń – posługuje się nim w dość kuriozalny sposób. Niemniej naszym zdaniem warto pokazywać, jakie cenne wartości zawiera w swoim znaczeniu i do jakich ludzi, a zwłaszcza ich czynów i postaw się odnosi.

Wyszukując osoby zacne, opieraliśmy się na ustnych i pisanych świadectwach ich czynów, przekazywanych przez osoby, które miały je sposobność obserwować. Zdobywaliśmy w ten sposób doświadczenie, rozmawialiśmy o tym jak zdefiniować pojęcie zacności, wspierając się autorytetem filozofów, językoznawców, filologów, antropologów oraz osób odznaczonych orderem „Za zacność”. Wnieśli i wnoszą oni do tej ciągle otwartej rozmowy niezwykle istotne spostrzeżenia oparte na doświadczeniu praktykowania cnót, które składają się na pojęcie zacności.

Iwanczo Gyłybow, Śp. Krzysztof Barański, Maria Krzysztof Byrski, Teresa Okoniewska, Michael Rywkin, Maria Wosiek, Marian Grynberg, Irena Namysłowska, Barbara Michałowiczowa i jej Śp. mąż Bogdan Michałowicz, Barbara Winklowa Joanna Święcicka, Jakub Wygnański i Anna i Wojciech Błaszczykowie – Damy i Kawalerowie Orderu „Za zacność” – to ludzie, których łączy przede wszystkim pokazywanie światu, że wartości, które są dla nich ważne, można przekazywać bliźnim w taki sposób, by im służyły, nie raniąc ich uczuć i przekonań, nie wywołując waśni – bez pogardy i poniżenia, pomimo że wywodzą się z różnych środowisk, reprezentują odmienne światopoglądy czy wyznania.

I oto kolejny raz stawiamy pytanie, czym jest zacność i jakie cnoty, które w tym pojęciu się skupiają, należy wyróżnić. Już trzynaście razy dawaliśmy na to pytanie odpowiedź i za każdym razem była ona nieco inna, chociaż zawierały się w niej pewne wspólne elementy.

Zacność to zbiór nierozdzielnie połączonych ze sobą cnót, które człowiek buduje i rozwija w sobie poprzez praktykowanie ich wobec otaczających go ludzi i świata. Zacność to nie talent, czy wrodzone przymioty, to kształcona świadomie umiejętność spostrzegania i odnajdywania wokół siebie ludzi, którym należy pokazać, a niekiedy subtelnie nauczyć, jak żyć przyzwoicie. To jednocześnie żmudna, codzienna praktyka oddziaływania na otoczenie w taki sposób, ażeby z chęcią podążało, a wreszcie przekazywało innym te cnoty.

Kierując się taką kolejną, nadal ciągle przybliżoną definicją zacności Kapituła Dnia Stałego jednogłośnie postanowiła w tym roku odznaczyć orderem „Za zacność” ks. Jana Kaczkowskiego z Sopotu.

Ksiądz Jan Kaczkowski jest osobą skromną, a jednocześnie człowiekiem-instytucją. Poświęcając się stanowi kapłańskiemu, wybrał drogę, od której jakże często się odwracamy, starając się o niej zapomnieć, lub której się wręcz panicznie boimy. Ksiądz Jan postanowił bowiem stać przy tych z nas, dla których ziemska podróż dobiega końca, często nie dlatego, że dożyli sędziwego wieku. Pomaga i stoi również przy tych, którzy pozostają i muszą poradzić sobie z dotkliwą utratą najbliższych. Jednym i drugim niesie nie tylko słowa wsparcia, ale wraz z coraz liczniejszymi wolontariuszami przywraca im poczucie godności odejścia i pozostawania. W niezwykle jasny, wręcz prosty sposób uczy i uświadamia nam, że nawet w chwili, kiedy nieuchronnie zbliża się dzień rozstania z naszym światem, można odchodzić godnie, w otoczeniu bliskich, przychylnych i serdecznych ludzi, czyniąc – o ile pozwalają na to fizyczne możliwości – jeszcze coś dobrego dla innych. Założone przez niego i pielęgnowane Hospicjum Domowe Ojca Pio (dzisiaj już działające stacjonarnie) jest tego najdobitniejszym dowodem. Ksiądz Jan niestrudzenie stawia czoło wszelkim trudnościom, które mnoży przed ludźmi dobrej woli tego rodzaju przedsięwzięcie i robi wszystko, by nie stało się jedynie jego dziełem, lecz by trwało, otaczając czułą opieką i wspierając tych, którzy odchodzą w bólu i cierpieniu.

Dzięki swoim wyćwiczonym cnotom, które promieniują nie tylko na jego współpracowników – ludzi dobrej woli – lecz również na tych, których los rzucił na samo dno egzystencji, potrafi ich przywrócić życiu i poczuciu własnej wartości, podnieść z tego dna i sprawić, że stają się ludźmi, którzy umieją – dzięki jakże delikatnemu oddziaływaniu księdza i zdobywanemu doświadczeniu – podawać innym pomocną dłoń.

To jednak nie wszystko. Ksiądz Jan jest nauczycielem młodych adeptów sztuki medycznej i nauk prawniczych. W swoich wykładach, pismach i na kursach poświęconych bioetyce zaszczepia adeptom ars medica jakże głęboką pewność, że godność umierającego człowieka ma absolutne pierwszeństwo przed wszelkimi eksperymentami, a wiedza, którą zdobędą ma służyć wzmacnianiu w odchodzących tej godności, zaś z młodymi prawnikami rozważa problemy granic uporczywej terapii. Jego bardzo konkretne i stanowcze poglądy wywołują w wielu kręgach niechętną reakcję, a niekiedy niczym nieuzasadnione oburzenie. Ksiądz Kaczkowski znajduje jednak w sobie dość siły i odwagi, ażeby spokojnie i rzeczowo przedstawiać argumenty na rzecz swoich poglądów i działań.

Drogi Księże Janie, w imieniu Kapituły dnia Stałego odznaczam Księdza orderem „Za zacność” z całkowitym przekonaniem, że swoimi czynami, postawą, talentami, wiedzą, wrażliwością i rozumem – całym życiem – nadal dowodził będzie Ksiądz wszystkim, że zacność, ten „przestarzały”, „nie używany” wyraz nie odszedł w zapomnienie, i że warto pielęgnować i zaszczepiać bliźnim skupione w jego znaczeniu takie „tradycyjne” cnoty jak prawość, szlachetność, uczciwość, wyrozumiałość i skromność, że warto żyć dla zacności.

2016 r.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie,

Pozwolą Państwo, że zanim przystąpię do wygłaszania laudacji, z wielkim smutkiem muszę ogłosić, że odszedł od nas ostatni kawaler Orderu za Zacność, ksiądz Jan Kaczkowski. Poświęćmy mu w milczeniu garść serdecznych refleksji.

Przypada mi dzisiaj wielki zaszczyt, a jednocześnie spoczywa na mnie obowiązek przedstawienia Państwu kolejnej laureatki orderu „Za zacność”. Te dwie miłe sercu a zarazem niełatwe powinności wynikają z uchwały Kapituły Dnia Stałego, która, od szesnastu już lat poleca, bym, wygłaszając tę laudację „nie zbywał, ale i nie zanudzał, mówił poważnie, a jednocześnie tak, by u zebranych wywołać choć odrobinę uśmiechu”.

Najpierw, pozwolą Państwo, kilka uwag natury historycznej.

Kapituła Dnia Stałego powstała z tego, co trwa już bardzo długo, bo ponad trzydzieści lat, a mianowicie ze zwyczaju spotykania się grona przyjaciół tego samego dnia tygodnia. Zmieniały się miejsca i czas tych spotkań, zmieniały się nasze losy. Wiele się w ciągu tych lat wydarzyło - wygrywaliśmy i przegrywaliśmy, lecz nasza niewielka grupa konsekwentnie podtrzymywała tradycję stałych spotkań, serdecznej wymiany myśli, gorących dyskusji, opowieści o naszych uczynkach i... raczenia się – o ile na to warunki pozwalały – zacnymi trunkami.

W sierpniu 1999 rok Jan Malicki opowiadał na jednym z takich spotkań o rozmowie ze znanym sowietologiem, Profesorem Michaelem Ryfkinem. Przekazał wtedy Profesorowi smutną wiadomość, że zmarł ich wspólny znajomy ze Lwowa – architekt, „człowiek niezwykłej zacności”, na co Michael Ryfkin odparł, że prawie się już nie spotyka zacnych ludzi i właściwie każdemu z nich należy się medal. Jeden z filarów „dnia stałego” - Andrzej Ananicz – skomentował tę kwestię nader lapidarnie: „a dlaczego nie?”. I tak narodził się pomysł przyznawania tego orderu.

Kapituła powstała spontanicznie, w jej skład weszły osoby, które wiernie strzegą tradycji „jour fixe”: Zofia Ananiczowa, Haneczka Zielińska, Andrzej Ananicz, Jan Malicki, Andrzej Zieliński i moja skromna osoba. W skład Kapituły wchodzą kolejne damy i kawalerowie za zacność.

Kapituła zadała sobie pytanie: czym jest zacność. W „Słowniku Języka Polskiego” pod redakcją Prof. Doroszewskiego zacność określa się jako wyraz wychodzący z użycia, oznaczający „prawość, szlachetność, uczciwość”. „Słownik języka polskiego” pod red. Prof. Szymczaka podaje już tylko, że „zacność (...) przestarz. rzecz. od zacny, dziś tylko we frazeologii: Zacności człowiek „człowiek bardzo zacny, szlachetny”. Najnowszy „Inny Słownik Języka Polskiego PWN" pod redakcją M. Bańko zacność określa jako „słowo książkowe" („zacny to człowiek dobry, szlachetny godny zaufania i szacunku"). Internet, nie wnosi niczego nowego - na wielu polskich stronach można jedynie znaleźć potwierdzające powyższe definicje cytaty z klasycznej literatury polskiej, z Listów Apostolskich i encykliki Immortale Dei Leona XIII.

Zatem według „nowoczesnych" Polaków „zacność", czy „zacny człowiek" - przeszli do historii.

My jednak jesteśmy odmiennego zdania. Jakkolwiek uważa się go za „przestarzały", w wyrazie tym tkwi opis nie tylko cech człowieka, lecz także jego czynów. Zacny to nie ten, kto raz czy dwa okazał szlachetność, zachował się godnie i uczciwie wobec bliźnich i wobec siebie. To człowiek, który te cechy skupia i urzeczywistnia każdego dnia. To człowiek, dla którego tradycyjne wartości, takie jak uczciwość, czystość sumienia, wyrozumiałość, tolerancja, rzetelność i przyzwoitość, są nierozłącznie wplecione w jego egzystencję i działanie. Niekiedy zacność kojarzyć się może z naiwnością, jednakże skojarzenie takie wywołuje zapewne otaczający nas świat, w którym „zacni" stają się „odchodzącym gatunkiem".

W dyskusji tej niebagatelny udział mieli i mają kolejne damy i kawalerowie orderu, wspierając nas swoimi doświadczeniami i mądrością: Iwanczo Gyłybow, Śp. Krzysztof Barański, Maria Krzysztof Byrski, Teresa Okoniewska, Michael Ryfkin, Maria Wosiek, Marian Grynberg, Irena Namysłowska, Barbara Michałowiczowa i jej Śp. mąż Bogdan Michałowicz, Barbara Winklowa, Joanna Święcicka, Jakub Wygnański, Anna i Wojciech Błaszczykowie i śp. ks. Jan Kaczkowski.

Zaczęliśmy również zadawać pytania o zacność uznanym autorytetom w dziedzinie kultury, filozofii, językoznawstwa, a także publicystom. Pierwszym, który podzielił się z nami swoimi przemyśleniami, był śp. Prof. Stefan Swieżawski. Do naszych rozważań wniósł Profesor nowe, jakże ważne i przenikliwe spojrzenie na zacność. W jego przekonaniu zacność to rodzaj sprawności, której człowiek nabywa poprzez wychowanie i żmudną pracę nad sobą, to sprawność, w której we właściwych proporcjach łączy podstawowe cnoty. Zacny – mówi Profesor – to człowiek, który ma świadomość i głęboko wierzy, że nawet najdrobniejsze jego uczynki wpływają na losy naszego świata.

I oto kolejny raz stawiamy pytanie, czym jest zacność i jakie cnoty, które w tym pojęciu się skupiają, należy wyróżnić. Już czternaście razy dawaliśmy na to pytanie odpowiedź i za każdym razem była ona nieco inna, chociaż zawierały się w niej pewne wspólne elementy. Zacność to zbiór nierozdzielnie połączonych ze sobą cnót, które człowiek buduje i rozwija w sobie poprzez praktykowanie ich wobec otaczających go ludzi i świata. Zacność to nie talent, czy wrodzone przymioty, to kształcona świadomie umiejętność spostrzegania i odnajdywania wokół siebie ludzi, którym należy pokazać, a niekiedy subtelnie nauczyć, jak żyć przyzwoicie. To jednocześnie żmudna, codzienna praktyka oddziaływania na otoczenie w taki sposób, ażeby z chęcią podążało, a wreszcie przekazywało innym te cnoty.

Kierując się taką kolejną, nadal ciągle przybliżoną definicją zacności Kapituła Dnia Stałego jednogłośnie postanowiła w tym roku odznaczyć Orderem za Zacność Panią Zofię Teligę-Mertens z Krzemieńca.

Już od najmłodszych lat nasza laureatka uczyła się praktykować zacność. Najpierw w nowym domu rodzinnym na Kresach w wielokulturowym otoczeniu, które – nie bez pomocy rodziców – uczyło ją tolerancji i zrozumienia dla bliźnich postrzeganych przez wielu jako „ci inni”. Potem przyszedł czas największej i najokrutniejszej próby – wojna i wysiedlenia. Pani Zofia wyszła zeń jeszcze bardziej zahartowana. Kiedy wielu miażdżyły potwornie trudne warunki, ona wykuwała swoje cnoty, pomimo że jakże często dotykały ją i jej najbliższych tragiczne doświadczenia, mimo że wokół doświadczała także często bezlitosnej walki o przetrwanie. Okres wielkiej próby dał jej siłę czynienia dobra.

Już po wojnie, mieszkając w znacznie lepszych warunkach od jej rodaków, którym nie udało się dotrzeć do Ojczyzny, nie zapomniała o nich i gdy tylko nadarzyła się okazja, zaczęła – pomimo wielkich trudności i jakże częstej obojętności ze strony władz i instytucji publicznych – torować im, w miarę swoich sił i możliwości – drogę do wymarzonej Polski, poświęcając, nie szczędząc przychylności i dóbr materialnych. Swoimi podbudowanymi zdrowym rozsądkiem czynami pokazała i pokazuje nam, że te wypraktykowane cechy, które skupia w sobie zacność, stają się wtedy wartościowe, kiedy w ich wyniku powstaje coś nieuchwytnie dobrego, coś co sprawia, że ludziom wokół nas żyje się lepiej i pewniej.

Szanowna Pani, w imieniu Kapituły dnia Stałego odznaczam Panią Orderem za Zacność z całkowitym przekonaniem, że swoimi czynami, postawą, talentami, wiedzą, wrażliwością i rozumem – całym życiem – nadal dowodziła będzie Pani wszystkim, że zacność, ten „przestarzały”, „nie używany” wyraz nie odszedł w zapomnienie, i że warto pielęgnować i zaszczepiać bliźnim skupione w jego znaczeniu takie „tradycyjne” cnoty jak prawość, szlachetność, uczciwość, wyrozumiałość i skromność, że warto żyć dla zacności.